-Cygi czy zechciałbyś towarzyszyć mi do ogrodu?- Zapytał Tom gdy skończyli posiłek
-Ja...- chłopiec przygryzł wargi i spojrzał na swoje dłonie które spoczywały teraz na kolanach. Wiedział że będzie musiał przyzwyczaić się do mężczyzny ale tak długi spacer i to z daleka od domowników. Wciąż nie czuł się pewnie
-Braciszku wypadałoby coś odpowiedzieć- Draco szturchnął go w żebra rozbawiony
-...Pójdę- odpowiedział młodszy chłopiec i wstał z krzesła po czym posłał bratu wściekłe spojrzenie. Jasnowłosy coś za bardzo się w to wszystko wtrącał
-Chodźmy więc mój drogi- Czarny Pan starał się być delikatny i cierpliwy ale był dorosłym mężczyzną który po latach odzyskał swojego Towarzysza.
Cygi szedł obok mężczyzny pogrążony w myślach i nie widział, że ten przygląda mu się uważnie i z zaciekawieniem
-Coś Cię trapi?-Zapytał w końcu Tom
-Nie... Tak...-chłopiec zatrzymał się nagle- Czego ode mnie oczekujesz?
-Co masz na myśli?- byli przy jednej z wielu ławeczek rozstawionych w wygodnych miejscach na terenie ogromnego ogrodu- Może usiądziemy ? - Cygi zgodził się i po chwili zaleli wygodne miejsca pod wielkim drzewem którego chłopiec nie rozpoznał
-Jesteś Czarnym Panem. A ja mam być kim?-Zebrał się w końcu na odwagę
-Masz być moim Partnerem- mężczyzna miał pewne przypuszczenia o co może chodzić ale Cygi musiał nauczyć się z nim rozmawiać
-Co to dokładnie oznacza?- Te piękne oczy patrzyły na niego z wyczekiwaniem strachem i bardzo nikłą iskierką nadziei
-Staniesz u mego boku, będziesz równy mnie. Ale nigdy nie otrzymasz Znaku, nie jesteś i nigdy nie będziesz mi poddany. Jeśli będziesz chciał pomożesz mi rządzić jeśli nie zrobisz co zechcesz. Ale nigdy nie myśl sobie że pozwolę Ci zajmować się czymś co może narazić Twoje zdrowie lub życie. Ty jesteś najważniejszy, Twoje szczęście, Twoje życie. A jeśli chodzi o nasze życie osobiste to zostaniesz moim mężem. Ja już Cię kocham, zawsze tak było i mam nadzieję, że z czasem uda mi się rozkochać Ciebie- ujął dłoń chłopca i wciąż patrząc mu w oczy powoli podniósł ją do ust i lekko pocałował. Cygi zarumienił się i wyrwał rękę z jego uścisku
-Właśnie tego ostatniego nie rozumiem- powiedział powoli- Nie znasz mnie a poznałeś gdy się urodziłem. No i właśnie skradłeś mi 3 pocałunek- więcej rumieńców
-3?!- To właśnie na tym skupił się mężczyzna. Połączenie mógł wyjaśnić później, ale to było nie do przyjęcia
-Cho, i Charlie- wzruszył ramionami. Nie rozumiał w czym jest problem
-I kiedy to było mój drogi?- Dopytywał się dalej Czarny Pan
-Cho rok temu a Charlie zaraz po rozpoczęciu wakacji- wyjaśnił- Ale skąd te pytania?
-Bo jesteś mój- syknął mężczyzna- oni nie mieli prawa. Charlie to Wersley prawda?
-Wtedy nie byłem twój-Cygi wstał z ławki, ta rozmowa przestała mu się podobać i zaczął się denerwować- A nawet jeśli to co?
-Zawsze byłeś mój- Tom mówił spokojnie, ale w środku się w nim gotowało. A co jeśli Cygi robił coś jeszcze? Co jeśli ktoś... zamknął oczy by chociaż trochę się uspokoić- Przyjaźnisz się z nim
-Tak i sam go o to prosiłem. Co to zmienia?
-To to zmienia że dotknął tego co należy do mnie- mężczyzna wstał -i powinien ponieść karę- podszedł do chłopca by znów złapać go za rękę ale Cygi był szybszy i odsunął się od niego
-Nic mu nie zrobisz- wysyczał wściekle
-To moja decyzja- raz jeszcze zrobił ruch w jego stronę
-Jeśli zrobisz mu cokolwiek to nigdy nie zgodzę się z Tobą być- odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę dworu.
Tom stał przez chwilę zdezorientowany i zastanawiał się co właśnie się stało. Zaczęło być tak przyjemnie i nawet zdołał pocałować chłopca gdy nagle został sam. Wiedział oczywiście, że ta zazdrość jest irracjonalna, że Cygi nie znał wtedy prawdy ale nie mógł się powstrzymać, ktoś inny odebrał to co było jego. Ta dziewczyna nie stanowiła żadnego zagrożenia ale Wersley... na to nie mógł pozwolić.
Teraz musiał jednak musiał znaleźć skuteczny sposób, żeby przeprosić swojego małego Towarzysza, był piękny w swoim gniewie ale to nie pomagało ich relacji. Musiał też unikać Lucjusza, kochał syna na tyle że jeśli dowie się że coś się stało to rzuci w niego jakimś wyjątkowo nieprzyjemnym zaklęciem.
Westchnął i ruszył za chłopcem.
Cygi wpadł do pokoju brata i z trzaskiem zamknął drzwi
-To już?- Draco podniósł głowę znad szachownicy i dopiero teraz młodszy chłopiec zdał sobie sprawę że jest tu też Dudley
-On jest niezrównoważony- odpowiedział Cygi i usiadł w fotelu
-Coś Ci zrobić?- Zapytał kuzyn
-Nie- uśmiechnął się jasnowłosy- rozmawiamy sobie chciałem zapytać go o różne sprawy i na początku szło dobrze później pocałował mnie w rękę i powiedziałem mu że to mój trzeci no i się pokłóciliśmy- wzruszył ramionami- jak widzicie niezrównoważony
Starsi chłopcy wymienili się spojrzeniami i wybuchnęli śmiechem
-Tylko ty braciszku- wydyszał Draco gdy już opanował wybuch- Czarny Pan będzie skakał na każde twoje skinienie. To będzie zabawne
-A może teraz oświecisz mnie w swojej mądrości- powiedział kąśliwie
-Tom jest zazdrosny. Jesteś jego Towarzyszem a ktoś inny odebrał mu przyjemność pierwszego pocałunku. Wie że to nie twoja wina bo nie wiedziałeś ale to i tak nie powstrzymało go przed gniewem
-To były tylko pocałunki nawet nie wiem czy ten z Cho się liczy- Cygi wciąż był kompletnie skołowany- A z Charliem chciałem zobaczyć jak to jest. To wszystko
-No to będzie miał z tobą Cygi całe ręce roboty- Dudley też był rozbawiony całą sytuacją
-Braciszku robiłeś coś jeszcze żeby zobaczyć jak to jest?- Zapytał Draco. Jeśli młodszy chłopiec powie tak będą w poważnych kłopotach
-Oczywiście że nie- obruszył się Cygi. Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć rozległo się pukanie do drzwi.
Draco miał coraz lepszą zabawę a i widział też że jego nowy przyjaciel ma ją również. Zdawał sobie sprawę, kto był po drugiej stronie
-Nie otworzysz?- Zapytał Dudley
-Ja to zrobię- Najmłodszy z chłopców wstał z fotela ale gdy tylko otworzył jego humor znów się pogorszył
-Porozmawiaj ze mną....proszę- Tom nie był przyzwyczajony do proszenie- Przepraszam za to co się tam stało- do przeprosin tym bardziej ale to było ważne, najważniejsze
-Nie rozumiem co się tam stało- Cygi spuścił wzrok
-To była całkowicie moja wina- Tom wyciągnął rękę i pogłaskał go po policzku
-Ok- powiedział krótko chłopiec, i po chwili- może potowarzyszysz mi do kuchni, jakoś ciągle się tu gubię
-Jeśli tego chcesz- mężczyzna nie powiedział mu że przecież może wezwać elfa, po prostu cieszyło go że znów może z nim pobyć
-Wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytanie- Zaczął Cygi gdy znaleźli się w korytarzu
-Jak mogę Cię kochać skoro Cię nie znam?- Upewnił się Czarny Pan, chłopiec tylko kiwnął głową- tak to działa i...przyznaję że przez te wszystkie lata byłem w pobliżu jeśli nie osobiście to przez kogoś
-Obserwowałeś mnie?- Stanął w drzwiach do kuchni
-Byłeś Harrym Potterem i nawet jeśli teraz wyglądasz jak powinieneś zawsze to nie zmieniłeś się- mężczyzna uśmiechnął się lekko
-Wcale- przyznał- Chociaż przyznaję że teraz czuję się lepiej jako ja
-Bo teraz jesteś sobą.....Czy mogę Cię pocałować?- Tom był pod wrażeniem swojego Towarzysza
-Ja...- zarumienił się- Jeśli pomożesz mi w pieczeniu- rozpromienił się. Mimo tych wszystkich uprzedzeń i strachów lubił przebywać z mężczyzną i był go bardzo ciekawy, a ciekawość właśnie popychała go do wszystkich przygód od samego początku
-Cygan Orion Black Malfoy- mężczyzna nie wiedział co powiedzieć- Będę miał ręce pełne roboty- westchnął ale uśmiechnął się lekko
-To samo powiedział Draco...Czy jestem taki trudny?- Zmartwił się naglę
-Wcale mój drogi- znów pogładził go po policzku- Po prostu cieszę się że mogę o Ciebie walczyć a ja nigdy nie przegrywam
-Jeśli tak mówisz- chłopiec rozglądał się po nieznanym terytorium, nie widział żadnego elfa ale wiedział że są w pobliżu. Zdawał sobie sprawę, że to co robi jest dla tego domu niespotykane ale skoro w końcu poczuł się fizycznie lepiej i trochę pewniej postanowił się jeszcze uspokoić i zrobić to co mu pomaga... piec. Miał też satysfakcję z tego że pomaga mu sam Lord Voldemort
-Jest bezpieczny?- zapytał mężczyzna
-Tak kochany, teraz wszystko się zmieni- uśmiechnął się drugi i pocałował kochanka- teraz w końcu będziemy bezpieczni i z rodziną, ale przed nami długa droga
-Jesteś gotowy skarbie?- Dłonie przesunęły się niżej
-Od lat kochany od lat- ciała zmieniły pozycję- a teraz pozwól, że zajmę się tobą
-Zrób to- jęknął młodszy mężczyzna
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Dla tych co czytają
Wiem rozdział nie najlepszy i długo trzeba było czekać za co przepraszam ale czekam na komentarze z niecierpliwością