środa, 23 stycznia 2019

Rozdział 1

  Lucjusz Malfoy postanowił nie mówić nikomu o  tajemniczym liście. Nie chciał stwarzać nadziei żonie i synowi gdy to wszystko okaże się jakimś okrutnym żartem, długo też zastanawiał się czy angażować w całą sprawę swoich przyjaciół Severus Snape i Greyback Fenrirr nie należeli do najbardziej stabilnych emocjonalnie osób. Dlatego więc w końcu też uznał że najlepiej będzie jeśli  następnego dnia uda się do banku sam. On jakoś zniesie to wszystko.


Gringott


Goblin Fumier od rana czekał na ważnego gościa. Po 14 latach w końcu będzie mógł naprawić potworny błąd, straszną krzywdę wyrządzoną przez czarodziei. On sam też wtedy zawinił dając sobą manipulować jednemu z nich. Gobliny wiedziały że Dumbledore nie jest dobrym człowiekiem, zresztą nie tylko one o tym wiedziały. Wiele magicznych stworzeń zdawało sobie z tego sprawy, tylko ludzie nie mogli dostrzec prawdy.
Fumier wyprostował się na krześle gdy tylko wyczuł że Lord Malfoy zbliża się do jego  gabinetu. Czas by zjednoczyć rodzinę.
-Fumier- Lucjusz ukłonił się lekko  gdy tylko otworzył drzwi
-:Lordzie- odwzajemnił ukłon- Proszę usiąść
-O co w tym wszystkim chodzi- mężczyzna zajął miejsce przed nim, widać było że ten spokojny i opanowany zazwyczaj mężczyzna jest wzburzony
-Po pierwsze proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny- goblin westchnął- chociaż zdaję sobie sprawę że niewiele one znaczą w tej sytuacji- Malfoy nie powiedział nic, patrzył tylko na niego coraz bardziej zniecierpliwiony- moja wiedza o tamtych wydarzeniach dopiero od kilku dni została... przywrócona. Nie mogę powiedzieć kto to zrobił....
-Przejdź do rzeczy- przerwał mu Lord
-Cygan Orion Black żyje- Fumier wiedział że nie ma sensu owijać w bawełnę- mieszka pod przybranym nazwiskiem Harry Potter
-Co???!!- Mężczyzna poderwał się z krzesła w bardzo nie lordowski sposób- Jak to się stało?
-Proszę...to powinno wszystko wyjaśnić- machnął ręką a na biurku pojawił się list- Pan wie że w tych murach wszystkie dokumenty muszą być potwierdzone- upewnił się jeszcze ale Malfoy już  go nie słuchał tylko gorączkowo czytał

Private Drive nr 4

Harry nie miał najlepszego dnia. Dziś wracał jego kuzyn co oznaczało serię bezsensownych i ciężkich zadań do wykonania za które nikt go nie doceni ani nie podziękuje. Na zewnątrz było wyjątkowo gorąco a on nie jadł  nic od czasu Wielkiej Uczty a szklanka wody którą dostał rano dawno mu się skończyła i teraz niemal słaniał się na nogach z pragnienia. Kiedyś marzył o tym żeby jakaś rodzina zabrała go z tego okropnego miejsca, żeby już nigdy nie musiał tu wracać do tych ludzi których tak bardzo nienawidził. Teraz wciąż marzył  o odejściu ale w jego marzeniach rodziców zastąpił mężczyzna, taki który dostrzeże w nim Harrego a nie Chłopca Który Przeżył. Tylko kto mógłby się zainteresować kimś takim jak on, nie był nawet tak potężnym czarodziejem jak wszyscy myśleli że jest.
Z oddali usłyszał zatrzymujący się samochód i wiedział już że wujek i Dudley właśnie wrócili co oznaczało że jego dzień stał się jeszcze gorszy. Westchnął tylko zrezygnowany i przemknął cichaczem na tył domu. Może uda mu się chociaż chwilę przeczekać i gdy tylko przystanął w cieniu nagle zrobiło mu się ciemno przed oczami i ostatnie co zapamiętał to że ktoś go woła.

-......Harry!-Chłopak powoli odzyskiwał przytomność-zamrugał kilka razy i zobaczył nad sobą kuzyna, skulił się odruchowo- spokojnie, usiądź- starszy chłopak podciągnął go trochę. Dudley zmienił się od zeszłego roku, zmężniał i schudł a wcześniejszy tłuszcz zastąpiły mięśnie. Wyglądał jeszcze groźniej- Już lepiej?- Zapytał
-T..tak- jęknął Harry- Czemu?
-Bo przez ten rok wiele zrozumiałem- podsunął mu wodę w butelce- i bardzo chciałem Cię za wszystko przeprosić ,wiem że to niewiele zmieni ale żałuję jak Cię traktowałem, że robiłem te okropne rzeczy.... ale Harry ja chyba trochę jestem taki jak ty... to znaczy.... jak byłem mały nie wszystkie te rzeczy robiłeś ty i jak powiedziałem o tym mamie....
-Kazali Ci to robić- odgadł czarnowłosy
-Tak ale teraz to się zmieni- uśmiechnął się do niego Dudley- za godzinę wychodzą i wtedy wpuszczę cię do domu porozmawiamy- obiecał z niepewnym uśmiechem i odszedł szybkim krokiem.
Harry nie mógł uwierzyć w to co właśnie zaszło. Czyżby szczęście w końcu chociaż trochę się do niego uśmiechnęło, czyżby jego ciche modlitwy do wszystkich znanych i  nieznanych sił zostały wysłuchane. Bał się mieć nadzieję ale życie jeszcze do końca go nie złamało  i postanowił chociaż przez chwilę złapać się tej iskierki. Potrzebował tego, chociaż bał się znów rozczarować.

-Wejdź usiądź- Dudley pomógł mu przenieść się do stołu. Zanim wuj z ciotką wyjechali mężczyzna zdążył dopaść chłopca i teraz poruszał się z trudem na skręconej kostce, miał rozbitą wargę i kilka siniaków- może nie jestem najlepszym kucharzem ale kanapki jeszcze zrobię- na stole rzeczywiście znajdowało się jedzenie oraz dwie szklanki z sokiem
-Dziękuję- jęknął Harry
-Chociaż tyle mogę zrobić-kuzyn złapał go za rękę- Harry musisz się stąd wydostać. On coś planuje, coś jeszcze gorszego niż bicie
-Vernon co jeszcze może mi zrobić?- Wypił sok niemal za jednym zamachem
-Och kuzynie- westchnął smutno- Obiecałem Ci że opowiem wszystko- zmienił temat- Zacząłem używać magii gdy miałem może 3 lata pierwsze moje wspomnienie to lewitujący samochodzik, i pamiętam jak matka mnie na tym nakryła ty siedziałeś wtedy w tym samym pokoju. Nie wyprowadziłem jej z błędu gdy cię uderzyła i tak to się zaczęło. Wiem że i ty używałeś wtedy magii a po jakimś czasie już nie byłem w stanie stwierdzić dokładnie który z nas to robi. Jedyne co widziałem to jak cię traktują u bałem się dlatego się przyłączyłem, nawet nie wiesz jak bardzo jest mi wstyd jak bardzo żałuję- ponownie westchnął- gdy dostałeś list byłem zwyczajnie zazdrosny. Ja również powinienem ale nigdy nic nie przyszło i może dlatego w czasie wakacji tak bardzo ci dokuczałem. Ale Ty mnie uratowałeś i gdy zeszłego roku wyjechałeś dostałem wiadomość. Nie przez sowę zwykłym listem- Dudley wyciągnął kartkę z kieszeni
                 Pomóż mu a i Ty zostaniesz uratowany- przeczytał Harry-
Więc zacząłem szperać w internecie- podjął opowieść jasnowłosy chłopak- udało mi się dowiedzieć co nieco o Twoim świecie chociaż nie było łatwo, poszedłem też do szkolnego psychologa, wiele mi wyjaśniła. Harry proszę zabierz mnie ze sobą gdy i w tym roku wyjedziesz, albo chociaż porozmawiaj z kimś o mnie.
-Dudley ktoś będzie po mnie jutro nie wiem kto ale jeśli czujesz że coś Ci tu grozi pomogę Ci- Harry uśmiechnął się do kuzyna- okazałeś mi więcej zainteresowania niż wiele osób które ogłaszają się moimi przyjaciółmi.
 -A właśnie powinienem zobaczyć twoją kostkę- zerwał się z miejsca
-Już się goi- ciemnowłosy ponownie się uśmiechnął- Czy Vernon kiedyś coś ci zrobić?
-Harry....- Dudley spuścił wzrok i przez chwilę nic nie mówił- to nigdy nie było nic strasznego przyznaję że się hamował i  to zawsze chodził o o ciebie ale 2 lata temu po incydencie z Twoimi przyjaciółmi i kominkiem....dotknął mnie po pijaku
-Dotknął? -Nie zrozumiał młodszy chłopak
-Miałeś tam dziewczynę?- Pytanie wydawało się bez związku
-Nie raz się całowałem. Co to ma do rzeczy?- Wciąż nie rozumiał
-Och kuzynie- Dudley nagle go przytulił- po prostu obaj musimy się stąd jak najszybciej wydostać ale najważniejsze jest żebyś ty się uratował
-Pójdziemy razem- obiecał Harry i poczuł że ma rodzinę. Od śmierci Syriusza bał się że jest sam, że nikt nigdy go nie pokocha, że nikt mu nie wesprze i chociaż to wszystko wydawało mu się trochę dziwne wiedział że Dudley nie  kłamie i postanowił jego też wyrwać z tego miejsca chociaż nie wszystko do końca rozumiał

Gringott

-Dlaczego przez tyle lat nikt mnie nie powiadomił?!- Ryknął Lucjusz gdy odczytał prawdę
-Nawet naszymi wspomnieniami można manipulować Lordzie-odpowiedział Fumier- co nie jest oczywiście wymówką ale...
-Nie ma wielu którzy otwarcie kwestionują Dumbledora- dokończył za niego mężczyzna- Co proponujesz teraz?
-Pan Snape, Lordzie wyślij go po syna z tego co jest mi wiadomo nie przepadają za sobą ale twój syn mu ufa. Jutro o tej porze Malfoy'owie będą zjednoczeni i tylko to powinno się teraz liczyć
-Tak masz rację tylko Fumier ty będziesz musiał odpowiedzieć przed moją żoną- Lucjusz uśmiechną się nieznacznie. Oczami wyobraźni już widział co kobieta zrobi. Ale widział też swojego synka. Pamiętał jakim ślicznym był dzieckiem i chociaż widział też Pottera to znając prawdę nie umiał inaczej myśleć o chłopcu. Jego mały Cygi. Ich promyczek. Ta noc będzie dla niego nie do zniesienia. Może Severus pozwoli mu upoić się w jego domu gdy wszystko mu wyjaśni. Nie będzie w stanie spojrzeć w oczy rodzinie. Musi też zawiadomić Fenrira i jego Wybrańca, chociaż musiał przyznać że za tym drugim nie przepadał. Wstał i wyszedł z gabinetu bez słowa.


Gdzieś w Andach

-Panie- zakapturzona postać z rozmachem weszła sali
-Nakazałem by  mi nie przeszkadzano- syknął mężczyzna odwracając się do intruza z uniesioną różdżką
-To co mam Ci do powiedzenia jest warte każdej klątwy- wciąż nie odsłonił twarzy
-Mów więc- usiadł na fotelu nie odwracając wzroku z mężczyzny
-Twój Wybraniec ten którego opłakujesz wraca do domu- i dopiero teraz ściągnął kaptur
-Ty!- Tom Riddle aż podniósł się z pozycji siedzącej-Mów!

niedziela, 20 stycznia 2019

Prolog

     Harry Potter siedział na swoim materacu w najmniejszej sypialni domu wujostwa i wpatrywał się w noc.
Zaledwie kilka godzin temu wrócił na wakacje i już miał ochotę wyrwać się z tego miejsca. Tylko że tym razem po raz pierwszy od kilku lat nie chciał również wracać do Hogwartu, który przecież przez 5 lat był dla niego domem.
Ten rok jednak zmienił wszystko, chociaż musiał przyznać że coś zaczęło psuć się już rok wcześniej. Teraz był pogrążony w żałobie, nie cały tydzień wcześniej stracił swoją jedyną rodzinę,jego ukochany ojciec chrzestny stracił życie w bezsensownej walce i to wszystko z jego własnej winy....nie winę ponosił ktoś inny i był to nie kto inny jak sam Lider Światła Albus Dumbledore, Harry aż wzdrygał się na samą myśl o starcu. Może i kiedyś był on dobry ale teraz był gorszy od samego Voldemorta tylko w inny sposób.
Chłopiec z trudem podniósł się ze swojego miejsca przy oknie i podszedł do lustra.
Patrzył na niego dzieciak zbyt szczupły jak na swój wiek, zbyt niski, blady z czarnymi jak skrzydła kruka i zielonymi oczami tak zielonymi że zdawały się świecić w ciemności. Uniósł zbyt dużą koszulkę i przyjrzał się swoim żebrom i siniakami. Prezentem powitalnym od wuja. A jutro do domu wraca jego kuzyn i będzie jeszcze gorzej.
Na chwilę zamknął oczy i z pod powiek spłynęła mu samotna łza. Już nie był w stanie płakać.
I właśnie w tej chwili usłyszał ciche pukanie do okna. Odwrócił się zdziwiony. Na parapecie za kratami siedziała sowa.
Harry zdziwiony niemal pobiegł do zwierzęcia. Kto mógł do niego napisać ? Przecież nie miał już nikogo.


W tym samym czasie gdzieś w Walii 

Salon pogrążony był w ciemności i tylko dogorewający kominek dawał nikłą poświatę. W wygodnym fotelu siedział jasnowłosy mężczyzna i powoli opróżniał dużą szklankę mocnego alkoholu. Nie czuł jednak trunku, nie czuł nic.
Rok w rok już od 14 lat ta noc była dla niego niemal nie do zniesienia i nie był w tym jedyny. Jego ukochana żona znikała ten jeden raz w roku w skrzydle domu które było od dawna zamknięte. Wiedział że przeżywa tą tragedię sama i nie potrafił jej pomóc.
Jego syn zasypiał przed dawnym portretem rodzinny schowanym przed światem w nieużywanym pokoju do którego tylko on miał dostęp.
Tej nocy rodzina przeżyła największą tragedię jaką może przeżyć rodzina. Tej nocy ich najmłodsze dziecko zostało porwane mały Cygan Orion Malfoy miał tylko pół roku gdy widzieli go po raz ostatni. Cigi takie śliczne dziecko niespodzianka bo Darco według medyków miał być jedyny. Jego młodszy brat był ich małym cudem. Ale zniknął w środku nocy i mimo poszukiwań mimo pomocy nawet od ich Czarnego Pana zdawało się że był najbardziej niewinną najbardziej bezsensowną ofiarą okrutnej wojny. A oni nigdy nie będą w stanie się z tym pogodzić, bo kto pogodziłby się z utratą dziecka.
Lucjusz podniósł się z fotela. Musiał zajrzeć do żony. Znów zobaczyć jej łzy. A tam bardzo nienawidził siebie za to że ich wszystkich nie ochronił, jeszcze bardziej jednak nienawidził Dumbledora za jego manipulacje i za to że odebrał jego rodzinie szczęście.
Był już niemal w holu gdy do szyby zapukała sowa, i nie była to sowa Ministerstwa a tylko oni do niego w ten sposób pisali. Z ciekawością wpuścił posłańca do domu.
                 Lucjuszu Cygi żyje skontaktuj się z Gringottem Fumier zna prawdę.
                  Twój kuzyn SB 
Tyle było w wiadomości. Ale to wystarczyło by mężczyzna nabrał nadziei ale i by wzbrała w nim wściekłość. Jeśli Black, bo to jego pismo, nigdy nie byłby w stanie zapomnieć tych bazgrołów pogrywa z nim z za grobu znajdzie sposób żeby go wskrzesić i zabić raz jeszcze.


Sypialnia Harrego Pottera

Za dwa dni w Gringott Harry wszystko się wyjaśni, wszystko będzie tak jak być powinno od samego początku. Czekaj na eskortę.
    SB

I Harry Potter zapłakał tym razem prawdziwie jak nie płakał od czasu gdy był dzieckiem