Lucjusz Malfoy postanowił nie mówić nikomu o tajemniczym liście. Nie chciał stwarzać nadziei żonie i synowi gdy to wszystko okaże się jakimś okrutnym żartem, długo też zastanawiał się czy angażować w całą sprawę swoich przyjaciół Severus Snape i Greyback Fenrirr nie należeli do najbardziej stabilnych emocjonalnie osób. Dlatego więc w końcu też uznał że najlepiej będzie jeśli następnego dnia uda się do banku sam. On jakoś zniesie to wszystko.
Gringott
Goblin Fumier od rana czekał na ważnego gościa. Po 14 latach w końcu będzie mógł naprawić potworny błąd, straszną krzywdę wyrządzoną przez czarodziei. On sam też wtedy zawinił dając sobą manipulować jednemu z nich. Gobliny wiedziały że Dumbledore nie jest dobrym człowiekiem, zresztą nie tylko one o tym wiedziały. Wiele magicznych stworzeń zdawało sobie z tego sprawy, tylko ludzie nie mogli dostrzec prawdy.
Fumier wyprostował się na krześle gdy tylko wyczuł że Lord Malfoy zbliża się do jego gabinetu. Czas by zjednoczyć rodzinę.
-Fumier- Lucjusz ukłonił się lekko gdy tylko otworzył drzwi
-:Lordzie- odwzajemnił ukłon- Proszę usiąść
-O co w tym wszystkim chodzi- mężczyzna zajął miejsce przed nim, widać było że ten spokojny i opanowany zazwyczaj mężczyzna jest wzburzony
-Po pierwsze proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny- goblin westchnął- chociaż zdaję sobie sprawę że niewiele one znaczą w tej sytuacji- Malfoy nie powiedział nic, patrzył tylko na niego coraz bardziej zniecierpliwiony- moja wiedza o tamtych wydarzeniach dopiero od kilku dni została... przywrócona. Nie mogę powiedzieć kto to zrobił....
-Przejdź do rzeczy- przerwał mu Lord
-Cygan Orion Black żyje- Fumier wiedział że nie ma sensu owijać w bawełnę- mieszka pod przybranym nazwiskiem Harry Potter
-Co???!!- Mężczyzna poderwał się z krzesła w bardzo nie lordowski sposób- Jak to się stało?
-Proszę...to powinno wszystko wyjaśnić- machnął ręką a na biurku pojawił się list- Pan wie że w tych murach wszystkie dokumenty muszą być potwierdzone- upewnił się jeszcze ale Malfoy już go nie słuchał tylko gorączkowo czytał
Private Drive nr 4
Harry nie miał najlepszego dnia. Dziś wracał jego kuzyn co oznaczało serię bezsensownych i ciężkich zadań do wykonania za które nikt go nie doceni ani nie podziękuje. Na zewnątrz było wyjątkowo gorąco a on nie jadł nic od czasu Wielkiej Uczty a szklanka wody którą dostał rano dawno mu się skończyła i teraz niemal słaniał się na nogach z pragnienia. Kiedyś marzył o tym żeby jakaś rodzina zabrała go z tego okropnego miejsca, żeby już nigdy nie musiał tu wracać do tych ludzi których tak bardzo nienawidził. Teraz wciąż marzył o odejściu ale w jego marzeniach rodziców zastąpił mężczyzna, taki który dostrzeże w nim Harrego a nie Chłopca Który Przeżył. Tylko kto mógłby się zainteresować kimś takim jak on, nie był nawet tak potężnym czarodziejem jak wszyscy myśleli że jest.
Z oddali usłyszał zatrzymujący się samochód i wiedział już że wujek i Dudley właśnie wrócili co oznaczało że jego dzień stał się jeszcze gorszy. Westchnął tylko zrezygnowany i przemknął cichaczem na tył domu. Może uda mu się chociaż chwilę przeczekać i gdy tylko przystanął w cieniu nagle zrobiło mu się ciemno przed oczami i ostatnie co zapamiętał to że ktoś go woła.
-......Harry!-Chłopak powoli odzyskiwał przytomność-zamrugał kilka razy i zobaczył nad sobą kuzyna, skulił się odruchowo- spokojnie, usiądź- starszy chłopak podciągnął go trochę. Dudley zmienił się od zeszłego roku, zmężniał i schudł a wcześniejszy tłuszcz zastąpiły mięśnie. Wyglądał jeszcze groźniej- Już lepiej?- Zapytał
-T..tak- jęknął Harry- Czemu?
-Bo przez ten rok wiele zrozumiałem- podsunął mu wodę w butelce- i bardzo chciałem Cię za wszystko przeprosić ,wiem że to niewiele zmieni ale żałuję jak Cię traktowałem, że robiłem te okropne rzeczy.... ale Harry ja chyba trochę jestem taki jak ty... to znaczy.... jak byłem mały nie wszystkie te rzeczy robiłeś ty i jak powiedziałem o tym mamie....
-Kazali Ci to robić- odgadł czarnowłosy
-Tak ale teraz to się zmieni- uśmiechnął się do niego Dudley- za godzinę wychodzą i wtedy wpuszczę cię do domu porozmawiamy- obiecał z niepewnym uśmiechem i odszedł szybkim krokiem.
Harry nie mógł uwierzyć w to co właśnie zaszło. Czyżby szczęście w końcu chociaż trochę się do niego uśmiechnęło, czyżby jego ciche modlitwy do wszystkich znanych i nieznanych sił zostały wysłuchane. Bał się mieć nadzieję ale życie jeszcze do końca go nie złamało i postanowił chociaż przez chwilę złapać się tej iskierki. Potrzebował tego, chociaż bał się znów rozczarować.
-Wejdź usiądź- Dudley pomógł mu przenieść się do stołu. Zanim wuj z ciotką wyjechali mężczyzna zdążył dopaść chłopca i teraz poruszał się z trudem na skręconej kostce, miał rozbitą wargę i kilka siniaków- może nie jestem najlepszym kucharzem ale kanapki jeszcze zrobię- na stole rzeczywiście znajdowało się jedzenie oraz dwie szklanki z sokiem
-Dziękuję- jęknął Harry
-Chociaż tyle mogę zrobić-kuzyn złapał go za rękę- Harry musisz się stąd wydostać. On coś planuje, coś jeszcze gorszego niż bicie
-Vernon co jeszcze może mi zrobić?- Wypił sok niemal za jednym zamachem
-Och kuzynie- westchnął smutno- Obiecałem Ci że opowiem wszystko- zmienił temat- Zacząłem używać magii gdy miałem może 3 lata pierwsze moje wspomnienie to lewitujący samochodzik, i pamiętam jak matka mnie na tym nakryła ty siedziałeś wtedy w tym samym pokoju. Nie wyprowadziłem jej z błędu gdy cię uderzyła i tak to się zaczęło. Wiem że i ty używałeś wtedy magii a po jakimś czasie już nie byłem w stanie stwierdzić dokładnie który z nas to robi. Jedyne co widziałem to jak cię traktują u bałem się dlatego się przyłączyłem, nawet nie wiesz jak bardzo jest mi wstyd jak bardzo żałuję- ponownie westchnął- gdy dostałeś list byłem zwyczajnie zazdrosny. Ja również powinienem ale nigdy nic nie przyszło i może dlatego w czasie wakacji tak bardzo ci dokuczałem. Ale Ty mnie uratowałeś i gdy zeszłego roku wyjechałeś dostałem wiadomość. Nie przez sowę zwykłym listem- Dudley wyciągnął kartkę z kieszeni
Pomóż mu a i Ty zostaniesz uratowany- przeczytał Harry-
Więc zacząłem szperać w internecie- podjął opowieść jasnowłosy chłopak- udało mi się dowiedzieć co nieco o Twoim świecie chociaż nie było łatwo, poszedłem też do szkolnego psychologa, wiele mi wyjaśniła. Harry proszę zabierz mnie ze sobą gdy i w tym roku wyjedziesz, albo chociaż porozmawiaj z kimś o mnie.
-Dudley ktoś będzie po mnie jutro nie wiem kto ale jeśli czujesz że coś Ci tu grozi pomogę Ci- Harry uśmiechnął się do kuzyna- okazałeś mi więcej zainteresowania niż wiele osób które ogłaszają się moimi przyjaciółmi.
-A właśnie powinienem zobaczyć twoją kostkę- zerwał się z miejsca
-Już się goi- ciemnowłosy ponownie się uśmiechnął- Czy Vernon kiedyś coś ci zrobić?
-Harry....- Dudley spuścił wzrok i przez chwilę nic nie mówił- to nigdy nie było nic strasznego przyznaję że się hamował i to zawsze chodził o o ciebie ale 2 lata temu po incydencie z Twoimi przyjaciółmi i kominkiem....dotknął mnie po pijaku
-Dotknął? -Nie zrozumiał młodszy chłopak
-Miałeś tam dziewczynę?- Pytanie wydawało się bez związku
-Nie raz się całowałem. Co to ma do rzeczy?- Wciąż nie rozumiał
-Och kuzynie- Dudley nagle go przytulił- po prostu obaj musimy się stąd jak najszybciej wydostać ale najważniejsze jest żebyś ty się uratował
-Pójdziemy razem- obiecał Harry i poczuł że ma rodzinę. Od śmierci Syriusza bał się że jest sam, że nikt nigdy go nie pokocha, że nikt mu nie wesprze i chociaż to wszystko wydawało mu się trochę dziwne wiedział że Dudley nie kłamie i postanowił jego też wyrwać z tego miejsca chociaż nie wszystko do końca rozumiał
Gringott
-Dlaczego przez tyle lat nikt mnie nie powiadomił?!- Ryknął Lucjusz gdy odczytał prawdę
-Nawet naszymi wspomnieniami można manipulować Lordzie-odpowiedział Fumier- co nie jest oczywiście wymówką ale...
-Nie ma wielu którzy otwarcie kwestionują Dumbledora- dokończył za niego mężczyzna- Co proponujesz teraz?
-Pan Snape, Lordzie wyślij go po syna z tego co jest mi wiadomo nie przepadają za sobą ale twój syn mu ufa. Jutro o tej porze Malfoy'owie będą zjednoczeni i tylko to powinno się teraz liczyć
-Tak masz rację tylko Fumier ty będziesz musiał odpowiedzieć przed moją żoną- Lucjusz uśmiechną się nieznacznie. Oczami wyobraźni już widział co kobieta zrobi. Ale widział też swojego synka. Pamiętał jakim ślicznym był dzieckiem i chociaż widział też Pottera to znając prawdę nie umiał inaczej myśleć o chłopcu. Jego mały Cygi. Ich promyczek. Ta noc będzie dla niego nie do zniesienia. Może Severus pozwoli mu upoić się w jego domu gdy wszystko mu wyjaśni. Nie będzie w stanie spojrzeć w oczy rodzinie. Musi też zawiadomić Fenrira i jego Wybrańca, chociaż musiał przyznać że za tym drugim nie przepadał. Wstał i wyszedł z gabinetu bez słowa.
Gdzieś w Andach
-Panie- zakapturzona postać z rozmachem weszła sali
-Nakazałem by mi nie przeszkadzano- syknął mężczyzna odwracając się do intruza z uniesioną różdżką
-To co mam Ci do powiedzenia jest warte każdej klątwy- wciąż nie odsłonił twarzy
-Mów więc- usiadł na fotelu nie odwracając wzroku z mężczyzny
-Twój Wybraniec ten którego opłakujesz wraca do domu- i dopiero teraz ściągnął kaptur
-Ty!- Tom Riddle aż podniósł się z pozycji siedzącej-Mów!
Czyli będzie Harry Malfoy? Dobry pomysł. Podoba mi się też jak potraktowałaś Dudleya. Zapowiada się na długie opowiadanie tak jak lubię. Widzę, że jesteś pełna pomysłów.
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńale przejdźmy do rozdziału... super, że zmieniłaś nastawienie Dudleya do Harrego... ciekawe jak rodzinka zareaguje na te informacje, no i sam Harry jak odnajdzie się w nowej rzeczywistości.... zastanawia mnie także ten list czemu teraz, a nie wcześniej... czyżby jakaś magia, i musiał mieć ukończone ileś tam lat...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniale, że zmieniłaś tutaj nastawienie Dudleya, jego całe postępowanie, ciekawe jak zareaguje rodzinka i jak Harry odnajdzie się w nowej rzeczywistosci... bardzo ciekawi mnie ten list czemu teraz a nie wcześniej...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza