sobota, 4 stycznia 2020

Rozdział 6

       Lucjusz Malfoy znalazł się w miejscu które  nigdy jakoś specjalnie go nie interesowało, w kuchni. Kilka chwil temu szedł sobie spokojnie przez hol w swoim dworze gdy z oddali dobiegł go wesoły śmiech jego młodszego syna. Dom zmienił się tak bardzo od czasu kiedy Cygi się odnalazł. Wciąż nie mógł uwierzyć, że po tylu latach znów miał rodzinę w komplecie. Uśmiechnął się pod nosem i już miał iść dalej gdy z tej samej okolicy doszedł do niego również inny śmiech i to właśnie sprawiło że znalazł się właśnie tu gdzie stał.
Jego Mały Promyczek był cały brudny, co nie przystało na Malfoy'a ale nie to zdziwiło go najbardziej. To co wbiło go w podłogę to fakt, że zobaczył przy chłopcu Czarnego Pana który też nie wyglądał najczyściej i wciąż się śmiał. Wyglądał teraz jak za czasów szkoły, młodo i beztrosko. Może jednak niepotrzebnie się martwił i już miał jednak wyjść zostawiając parę na zabawie gdy nagle Tom pochylił się nad jego synem i delikatnie pocałował go w kącik ust. W Lucjuszu krew się zagotowała.
-To chyba wystarczy- powiedział grobowym głosem.Cygi natychmiast odskoczył od mężczyzny i zarumienił się słodko.
-Lucjuszu- Tom był zły na przyjaciela, zdawał sobie sprawę, że udało mu się pocałować chłopca tylko dlatego że złapał go w chwili całkowitej beztroski co nie zdarza się często- Jak sprawy w Ministerstwie?-Udało mu się zapytać
-Wszystko jest w jak najlepszym porządku- mierzył starszego mężczyznę wściekłym wzrokiem- Ale Cygi dostał list- przypomniał sobie nagle. To że Czarny Pan i jego mały Cygi są sobie przeznaczeni nie znaczy to, że ułatwi przyjacielowi zadanie- Synku chcesz go teraz czy zostawić Ci go w pokoju?- Zwrócił się do wciąż bardzo zmieszanego chłopca
-Ja...- Zaczął niepewnie- Przepraszam za to- spuścił wzrok bo zupełnie nie zrozumiał sytuacji i był w pełni przekonany, że zmiana w atmosferze w pomieszczeniu wynikała z tego jak się zachowuje i jak wyglądają jego ubrania. Malfoy'owie bardzo przywiązują uwagę do wyglądu
-Za co przepraszasz synku?- Lucjusz podszedł do chłopca i ukląkł przed nim. Tom przysunął się do nich nieznacznie ale mimo, że chciał dotknąć Towarzysza powstrzymał się. To była sprawa między ojcem a synem
-Sam nie wiem... byliście źli- tu spojrzał i na drugiego mężczyznę spod długich rzęs i zagryzł wargę. Tom zacisnął pięści by nie zrobić nic głupiego. Lucjusz na kilka sekund zamknął oczy
-Skarbie nigdy nie na Ciebie- Jasnowłosy mężczyzna wziął syna w ramiona i czekał kilka długich sekund na to by dziecko odwzajemniło uścisk. Tak jednak się nie stało więc puścił go- Nie mówmy teraz o tym- westchnął- To co z tym listem?
-Ale kto do mnie napisał?- Cygi był ciekawy i humor nieznacznie mu się poprawił ale wciąż czuł się trochę niepewnie. Nagle zapragnął mieć przy sobie brata i kuzyna. Z nimi czuł się najlepiej.
-Nie był podpisany- Lucjusz odetchnął z ulgą bo chłopiec rozluźnił się- Ale nie stanowi zagrożenia, sprawdzałem go razem z Narcyzą- dodał szybko pod groźnym wzrokiem Czarnego Pana. Był zły na przyjaciela, że chociaż w myślach oskarżył go o to, że nie dba o bezpieczeństwo własnego dziecka i przyszłego Czarnego Księcia.
-To chyba od któregoś z braci Wearsle'ya- Cygi usiadł przy stole i wyciągnął rękę w stronę ojca. Spoważniał w jednej chwili i nagle wydawał się starszy.
W Tomie się tym czasem gotowało. Wciąż nie mógł pogodzić się z tym jak bardzo był zazdrosny o mężczyznę który ośmielił się skraść pocałunek jego Towarzyszowi, ale był świadom że jeśli coś mu zrobi to Cygi nigdy mu nie wybaczy i straci go zanim jeszcze zdobędzie.

Cygi czytał w skupieniu list który dostał od całej piątki starszych z braci. Dziwnie czytało się tyle różnych rodzai pism ale z każdym zdaniem rozpromieniał się coraz bardziej. Trochę się bał, że gdy tajemniczy S.B przekaże prawdę jego przyjaciołom, w każdym razie tym którym ufał najbardziej oni się od niego odsuną. Nic takiego na szczęście się nie stało i wszyscy chcieli jak najszybciej się z nim spotkać i omówić wszystko.
-Czy mogę jutro pójść na Pokątną?- Odezwał się nagle ale nie bardzo wiedział czy pyta o pozwolenie ojca czy też drugiego mężczyznę
-Absolutnie nie!- Warknął Tom. Musiał przeczytać ten list. Ten śliczny uśmiech na twarzy chłopca mógł wywoływać tylko on.
-Och- Cygi westchnął tylko i spuścił wzrok
-Tom!- Krzyknął wściekle Lucjusz, wiedział, że chorobliwa zazdrość przyjaciela będzie stanowiła duży problem w tym nowym związku bo jego syn lgnął do ludzi którym ufał. Po prostu potrzebował przyjaciół i nie mógł zostać zamknięty w Złotej Klatce- Oczywiście że możesz synku ale wiesz że ktoś będzie musiał Ci towarzyszyć. Nie jest bezpiecznie
-Draco może ze mną pójść- zwrócił się do ojca. Bardzo chciał przedstawić brata przyjaciołom. Dudley jeszcze nie był na to gotowy ale i on wejdzie do ich paczki
-Oczywiście że tak- uśmiechnął się do niego Lucjusz- ale to zdecydowanie za mało. Idź pod prysznic a ja porozmawiam z Tomem- był trochę zdziwiony i może nawet zaniepokojony tym ze przyjaciel przez chwilę nic nie mówił, bo widział jak bardzo jest wściekły.
-Dobrze- zeskoczył z krzesła i zabierając list wybiegł z kuchni.

-Co ty sobie myślisz?!-Krzyknęli w tym samym czasie i obaj wyjęli różdżki. Panowali nad sobą tylko ze względu na chłopca ale teraz puściły hamulce
-Nie pozwolę żeby się do niego zbliżyli- Warknął ciemnowłosy
-O co Ci chodzi?- Chciał wiedzieć ten drugi
-Czy zdajesz sobie sprawę,że twój mały synek nie jest taki niewinny?- Wysyczał raz jeszcze Czarny Pan chociaż na samą myśl miał ochotę zacząć kogoś torturować
-Słucham?- Lucjusz opadł na krzesło które wcześniej zajmował Cygi- Co mu zrobiłeś?
-Ja nic- ale pod wpływam wzroku przyjaciela zdał sobie sprawę że musi być z nim szczery to w końcu ojciec jego Towarzysza- pocałowałem go ale nie byłem pierwszy, dlatego nie chcę żeby któryś z nich się do niego zbliżał. Tu nie chodzi tylko o jego bezpieczeństwo.Wiem, że przy tobie nic mu się nie stanie. Chcę jednak jutro być tam razem z nim
-Jesteś pokręcony-Westchnął Lucjusz- Czyli jesteś zwyczajnie zazdrosny
-Ty byś nie był?-Uniósł brew- Wciąż pamiętam jak sam szalałeś....
-Tak tak- zbył go- Okłamałem go. Czytałem list gdy tylko dotarł. Jest niewiele osób które zna prawdę i żaden z nich by do niego jeszcze nie napisał. Jestem też świadom tego, że Draco skontaktował się z naszym tajemniczym sprzymierzeńcem.
-Czyli i Twój starszy syn spiskuje przeciw nam?- Tom teraz był nieco rozbawiony. Musiał przyznać że tego się nie spodziewał. Jeśli chodzi o Cygiego był jednak bardzo krótkowzroczny bo chciał go mieć tylko dla siebie i wciąż przy sobie- To jednak nie zmienia faktu, że będę tam z nim a jeśli któryś chociaż spojrzy na niego sekundę dłużej poniesie tego konsekwencje- obiecał groźnie
-A ja Ci pomogę- obiecał Lucjusz- tylko pamiętaj, że nie zamkniesz go z dala od przyjaciół, on potrzebuje być wśród ludzi którzy go akceptują. Czasem będziesz musiał dać mu swobodę- wstał i poklepał go po ramieniu- widziałeś co się tu przed chwilą stało. On wciąż się boi
-I to mnie martwi. Nie będzie łatwo- Przez wszystkie lata swojego życia Czarny Pan nigdy nie miał, aż tylu zmartwień, nigdy nie targały nim tak silne uczucia a to wszystko za sprawą chłopca o dwukolorowych  włosach i uśmiechu którym może przyćmić każdą veelę.

Dudley zastanawiał się co powinien zrobić. Był zafascynowany Hermioną Grenger a znał ją tylko z listu. Znał całą historię między nią a jego małym kuzynem. Na samą myśl o młodszym chłopcu uśmiechnął się czule. Tak bardzo cieszył się, że między nimi było dobrze i nagle do jego sypialni wpadł nie tylko młodszy ale i starszy z Malfoy'ów
-Opowiedz swojemu kuzynowi braciszku coś ty znów zmalowałeś- Dudley zauważył, że młodszy dopiero wyszedł spod prysznica. Miał mokre włosy a pod ubraniem było widać że ciągle jeszcze trochę mokry. Aż nie chciał myśleć co zrobią jego nadopiekuńczy rodzice czy towarzysz gdy mały tylko kichnie
-Zanim usłyszę tę fascynującą opowieść lepiej wskakuj pod koc- upomniał go Dudley. Draco podjął jego tok myślenia i nakrył młodszego brata kocem
-Przecież nic nie zrobiłem- Cygi ukrył twarz w miękkim materiale- Ja tylko dałem się pocałować i tata nas nakrył i....
-I kazał Lordowi Voldemortowi piec ciasteczka i tymi swoimi minkami znów zaczął, oczywiście nieświadomie, uwodzić naszego lidera a później zażądał żeby tata zabrał go na Pokątną gdzie ma się spotkać z pięcioma przystojnymi rudzielacami....-Draco wciąż mówiąc śmiał się tak bardzo, że aż łzy płynęły mu po policzkach.
-Nie widzę w tym nic śmiesznego- Cygi nie lubił jak się z niego nabijają i robiło mu się trochę przykro
- Kuzynku nie złość się na nas- Dudley usiadł obok niego i pocałował w czoło- po prostu jesteś wyjątkowy..... Czy nie miałbyś nic przeciw temu żebym spotkał się z Twoją przyjaciółką?- Zmienił temat bo co innego mógł zrobić
-Ona zasługuje na kogoś lepszego niż Ron- odezwał się twardo Cygi- Tak to byłoby całkiem dobre... ale jak?
-Jutro. Ty i Draco i tak wychodzicie-nie było mu przykro że kuzyni go nie zaprosili. Zdawał sobie sprawę, że jeszcze dużo musi się nauczyć
-I dasz sobie radę?- Zapytał Draco. Bardzo polubił tego nie do końca mugolskiego chłopca. No i musiał mieć kogoś żeby pilnować brata
-A co jest trudnego w rozmowie?- Dudley popatrzył na starszego Malfoy'a ponad głową kuzyna jakby z wyzwaniem i tamten zrozumiał.

Cygi spał sobie w najlepsze z nikłym uśmiechem na twarzy, nie mógł się doczekać dnia jutrzejszego a i dzisiejszy skończył się całkiem przyjemnie. Dlatego teraz było mu całkiem dobrze po raz pierwszy od jakiegoś czasu. Coraz bardziej czuł się tu jak w domu.

Cygi leżał na trawie rozkoszując się słońcem na twarzy i nie słyszał że ktoś do niego podchodzi
-Tu jesteś kochany- Tom usiadł obok niego- nie mogłem Cię znaleźć- pogłaskał go po policzku
-Byłeś zajęty- spojrzał na niego z wyrzutem
-Dla Ciebie nigdy- mężczyzna pochylił się żeby go pocałować- następnym razem przerwij zebranie- i nakrył usta młodszego towarzysza swoimi.
Gdy jednak oderwali się od siebie pogoda się zmieniła a twarz Toma miała całkiem inny wyraz. Cygi zerwał się na nogi. Czarny Pan znów wyglądał jak jego straszna postać i wyciągnął w stronę chłopca różdżkę
-Avada....
Cygi z krzykiem usiadł na łóżku, miał szeroko otwarte oczy i z trudem łapał powietrze
-Spokojnie maleńki- Chłopiec nie wiedział, że nie był sam w pokoju. Tom wślizgnął się do sypialni Towarzysza gdy tylko wszyscy zasnęli, nie potrafił być z dala od niego na długo- Nic Ci tu nie grozi- pocałował go lekko. Cygi zdawał się tego nie widzieć przez jakiś czas, nawet nie reagował.
-Obiecaj, że nigdy nic mi nie zrobisz- szepnął po paru minutach chłopiec przytulając się do mężczyzny
-Kochanie jeśli  kiedykolwiek zrobię Ci jakąkolwiek krzywdę....- mężczyzna nie skończył bo usłyszał ciche chrapanie.
Cygi usnął w jego ramionach i to była najlepsza noc jaką w życiu przeżył Lord Voldemort.


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Kochani znów postanowiłam wrócić. Tym razem mam nadzieję, że na stałe, chociaż notki będą nieregularnie

3 komentarze:

  1. Kocham twoje wszystkie opowiadania a to jest jednym z moich ulubionych!! Czekam na kolejny rozdział❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    jak ja bardzo cieszę się z rozdziału... niech kochana będą nieregularnie ale też nie co rok ;) może co miesiąc lub co dwa...
    Cygi jest bardzo mocno otoczony opieką, Lucjusz troszczy się o niego i nie pozwoli Voldemortowi tak łatwo go zdobyć i się zbliżyć... a co do samego Voldemorta jaki zazdrośnik, niech Wesleyowie strzegą się...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    śmiejący się Tom to niespotykany widok, co w tym złego, że ten straszny Czarny Pan piecze ciasteczka, Cygi jeszcze bardzo się boi, a wszyscy są nadopiekuńczy ale i to jest zrozumiałe jeśli tak długo rozpaczali po synku więc teraz jest najważniejszy... niech no tylko rudzielcy nawet nie myślą o przytuleniu czy poczochraniu bo Tom to chyba będzie zgrzytał zębami...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń