-Cygi czy zechciałbyś towarzyszyć mi do ogrodu?- Zapytał Tom gdy skończyli posiłek
-Ja...- chłopiec przygryzł wargi i spojrzał na swoje dłonie które spoczywały teraz na kolanach. Wiedział że będzie musiał przyzwyczaić się do mężczyzny ale tak długi spacer i to z daleka od domowników. Wciąż nie czuł się pewnie
-Braciszku wypadałoby coś odpowiedzieć- Draco szturchnął go w żebra rozbawiony
-...Pójdę- odpowiedział młodszy chłopiec i wstał z krzesła po czym posłał bratu wściekłe spojrzenie. Jasnowłosy coś za bardzo się w to wszystko wtrącał
-Chodźmy więc mój drogi- Czarny Pan starał się być delikatny i cierpliwy ale był dorosłym mężczyzną który po latach odzyskał swojego Towarzysza.
Cygi szedł obok mężczyzny pogrążony w myślach i nie widział, że ten przygląda mu się uważnie i z zaciekawieniem
-Coś Cię trapi?-Zapytał w końcu Tom
-Nie... Tak...-chłopiec zatrzymał się nagle- Czego ode mnie oczekujesz?
-Co masz na myśli?- byli przy jednej z wielu ławeczek rozstawionych w wygodnych miejscach na terenie ogromnego ogrodu- Może usiądziemy ? - Cygi zgodził się i po chwili zaleli wygodne miejsca pod wielkim drzewem którego chłopiec nie rozpoznał
-Jesteś Czarnym Panem. A ja mam być kim?-Zebrał się w końcu na odwagę
-Masz być moim Partnerem- mężczyzna miał pewne przypuszczenia o co może chodzić ale Cygi musiał nauczyć się z nim rozmawiać
-Co to dokładnie oznacza?- Te piękne oczy patrzyły na niego z wyczekiwaniem strachem i bardzo nikłą iskierką nadziei
-Staniesz u mego boku, będziesz równy mnie. Ale nigdy nie otrzymasz Znaku, nie jesteś i nigdy nie będziesz mi poddany. Jeśli będziesz chciał pomożesz mi rządzić jeśli nie zrobisz co zechcesz. Ale nigdy nie myśl sobie że pozwolę Ci zajmować się czymś co może narazić Twoje zdrowie lub życie. Ty jesteś najważniejszy, Twoje szczęście, Twoje życie. A jeśli chodzi o nasze życie osobiste to zostaniesz moim mężem. Ja już Cię kocham, zawsze tak było i mam nadzieję, że z czasem uda mi się rozkochać Ciebie- ujął dłoń chłopca i wciąż patrząc mu w oczy powoli podniósł ją do ust i lekko pocałował. Cygi zarumienił się i wyrwał rękę z jego uścisku
-Właśnie tego ostatniego nie rozumiem- powiedział powoli- Nie znasz mnie a poznałeś gdy się urodziłem. No i właśnie skradłeś mi 3 pocałunek- więcej rumieńców
-3?!- To właśnie na tym skupił się mężczyzna. Połączenie mógł wyjaśnić później, ale to było nie do przyjęcia
-Cho, i Charlie- wzruszył ramionami. Nie rozumiał w czym jest problem
-I kiedy to było mój drogi?- Dopytywał się dalej Czarny Pan
-Cho rok temu a Charlie zaraz po rozpoczęciu wakacji- wyjaśnił- Ale skąd te pytania?
-Bo jesteś mój- syknął mężczyzna- oni nie mieli prawa. Charlie to Wersley prawda?
-Wtedy nie byłem twój-Cygi wstał z ławki, ta rozmowa przestała mu się podobać i zaczął się denerwować- A nawet jeśli to co?
-Zawsze byłeś mój- Tom mówił spokojnie, ale w środku się w nim gotowało. A co jeśli Cygi robił coś jeszcze? Co jeśli ktoś... zamknął oczy by chociaż trochę się uspokoić- Przyjaźnisz się z nim
-Tak i sam go o to prosiłem. Co to zmienia?
-To to zmienia że dotknął tego co należy do mnie- mężczyzna wstał -i powinien ponieść karę- podszedł do chłopca by znów złapać go za rękę ale Cygi był szybszy i odsunął się od niego
-Nic mu nie zrobisz- wysyczał wściekle
-To moja decyzja- raz jeszcze zrobił ruch w jego stronę
-Jeśli zrobisz mu cokolwiek to nigdy nie zgodzę się z Tobą być- odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę dworu.
Tom stał przez chwilę zdezorientowany i zastanawiał się co właśnie się stało. Zaczęło być tak przyjemnie i nawet zdołał pocałować chłopca gdy nagle został sam. Wiedział oczywiście, że ta zazdrość jest irracjonalna, że Cygi nie znał wtedy prawdy ale nie mógł się powstrzymać, ktoś inny odebrał to co było jego. Ta dziewczyna nie stanowiła żadnego zagrożenia ale Wersley... na to nie mógł pozwolić.
Teraz musiał jednak musiał znaleźć skuteczny sposób, żeby przeprosić swojego małego Towarzysza, był piękny w swoim gniewie ale to nie pomagało ich relacji. Musiał też unikać Lucjusza, kochał syna na tyle że jeśli dowie się że coś się stało to rzuci w niego jakimś wyjątkowo nieprzyjemnym zaklęciem.
Westchnął i ruszył za chłopcem.
Cygi wpadł do pokoju brata i z trzaskiem zamknął drzwi
-To już?- Draco podniósł głowę znad szachownicy i dopiero teraz młodszy chłopiec zdał sobie sprawę że jest tu też Dudley
-On jest niezrównoważony- odpowiedział Cygi i usiadł w fotelu
-Coś Ci zrobić?- Zapytał kuzyn
-Nie- uśmiechnął się jasnowłosy- rozmawiamy sobie chciałem zapytać go o różne sprawy i na początku szło dobrze później pocałował mnie w rękę i powiedziałem mu że to mój trzeci no i się pokłóciliśmy- wzruszył ramionami- jak widzicie niezrównoważony
Starsi chłopcy wymienili się spojrzeniami i wybuchnęli śmiechem
-Tylko ty braciszku- wydyszał Draco gdy już opanował wybuch- Czarny Pan będzie skakał na każde twoje skinienie. To będzie zabawne
-A może teraz oświecisz mnie w swojej mądrości- powiedział kąśliwie
-Tom jest zazdrosny. Jesteś jego Towarzyszem a ktoś inny odebrał mu przyjemność pierwszego pocałunku. Wie że to nie twoja wina bo nie wiedziałeś ale to i tak nie powstrzymało go przed gniewem
-To były tylko pocałunki nawet nie wiem czy ten z Cho się liczy- Cygi wciąż był kompletnie skołowany- A z Charliem chciałem zobaczyć jak to jest. To wszystko
-No to będzie miał z tobą Cygi całe ręce roboty- Dudley też był rozbawiony całą sytuacją
-Braciszku robiłeś coś jeszcze żeby zobaczyć jak to jest?- Zapytał Draco. Jeśli młodszy chłopiec powie tak będą w poważnych kłopotach
-Oczywiście że nie- obruszył się Cygi. Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć rozległo się pukanie do drzwi.
Draco miał coraz lepszą zabawę a i widział też że jego nowy przyjaciel ma ją również. Zdawał sobie sprawę, kto był po drugiej stronie
-Nie otworzysz?- Zapytał Dudley
-Ja to zrobię- Najmłodszy z chłopców wstał z fotela ale gdy tylko otworzył jego humor znów się pogorszył
-Porozmawiaj ze mną....proszę- Tom nie był przyzwyczajony do proszenie- Przepraszam za to co się tam stało- do przeprosin tym bardziej ale to było ważne, najważniejsze
-Nie rozumiem co się tam stało- Cygi spuścił wzrok
-To była całkowicie moja wina- Tom wyciągnął rękę i pogłaskał go po policzku
-Ok- powiedział krótko chłopiec, i po chwili- może potowarzyszysz mi do kuchni, jakoś ciągle się tu gubię
-Jeśli tego chcesz- mężczyzna nie powiedział mu że przecież może wezwać elfa, po prostu cieszyło go że znów może z nim pobyć
-Wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytanie- Zaczął Cygi gdy znaleźli się w korytarzu
-Jak mogę Cię kochać skoro Cię nie znam?- Upewnił się Czarny Pan, chłopiec tylko kiwnął głową- tak to działa i...przyznaję że przez te wszystkie lata byłem w pobliżu jeśli nie osobiście to przez kogoś
-Obserwowałeś mnie?- Stanął w drzwiach do kuchni
-Byłeś Harrym Potterem i nawet jeśli teraz wyglądasz jak powinieneś zawsze to nie zmieniłeś się- mężczyzna uśmiechnął się lekko
-Wcale- przyznał- Chociaż przyznaję że teraz czuję się lepiej jako ja
-Bo teraz jesteś sobą.....Czy mogę Cię pocałować?- Tom był pod wrażeniem swojego Towarzysza
-Ja...- zarumienił się- Jeśli pomożesz mi w pieczeniu- rozpromienił się. Mimo tych wszystkich uprzedzeń i strachów lubił przebywać z mężczyzną i był go bardzo ciekawy, a ciekawość właśnie popychała go do wszystkich przygód od samego początku
-Cygan Orion Black Malfoy- mężczyzna nie wiedział co powiedzieć- Będę miał ręce pełne roboty- westchnął ale uśmiechnął się lekko
-To samo powiedział Draco...Czy jestem taki trudny?- Zmartwił się naglę
-Wcale mój drogi- znów pogładził go po policzku- Po prostu cieszę się że mogę o Ciebie walczyć a ja nigdy nie przegrywam
-Jeśli tak mówisz- chłopiec rozglądał się po nieznanym terytorium, nie widział żadnego elfa ale wiedział że są w pobliżu. Zdawał sobie sprawę, że to co robi jest dla tego domu niespotykane ale skoro w końcu poczuł się fizycznie lepiej i trochę pewniej postanowił się jeszcze uspokoić i zrobić to co mu pomaga... piec. Miał też satysfakcję z tego że pomaga mu sam Lord Voldemort
-Jest bezpieczny?- zapytał mężczyzna
-Tak kochany, teraz wszystko się zmieni- uśmiechnął się drugi i pocałował kochanka- teraz w końcu będziemy bezpieczni i z rodziną, ale przed nami długa droga
-Jesteś gotowy skarbie?- Dłonie przesunęły się niżej
-Od lat kochany od lat- ciała zmieniły pozycję- a teraz pozwól, że zajmę się tobą
-Zrób to- jęknął młodszy mężczyzna
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Dla tych co czytają
Wiem rozdział nie najlepszy i długo trzeba było czekać za co przepraszam ale czekam na komentarze z niecierpliwością
wtorek, 16 kwietnia 2019
piątek, 8 marca 2019
Rozdział 4
Od czasu gdy Harry....Cygi pojawił się we Dworze Malfoyów minął tydzień chłopiec wciąż nie wychodził z sypialni ale czuł się już znacznie lepiej. Kuzyn i brat odwiedzali go niemal cały czas. A on sam powoli zaczął przyzwyczajać się do tego, że ma kochającą rodzinę. No i był również Tom, mężczyzna o którym całe wcześniejsze życie myślał, że zrujnował jego świat, a teraz przychodził do niego codziennie na godzinkę lub dwie i starał się do siebie przekonać.
Najlepsze jednak było to że miał rodziców chociaż musiał przyznać że to wszystko było dość dziwne nawet jak na jego życie.
W każdym razie dziś medyk powiedział mu że w końcu może pospacerować i rozprostować kości. Tylko, że tu znów pojawił się problem bo cała jego rodzina i Tom oczywiście chcieli mu w tym towarzyszyć.
-Cygi- Draco wbiegł do sypialni- Co się tu stało?- Zapytał zdziwiony
-Nigdy nie miałem tylu ciuchów i....- chłopiec zarumienił się
-I chcesz wyglądać jak najlepiej- rozpromienił się starszy z nich- a po co Ci brat. Zaraz coś wybierzemy, chociaż i mama i tata i Tom oczywiście przyjęliby Cię z otwartymi ramionami nawet w worku i czapce na głowie
-Wiem wiem ale po prostu chcę dobrze wypaść i nie zbłaźnić się przy obiedzie- wciąż się rumienił i spuścił wzrok
-Kiedyś było ci dobrze w innych kolorach teraz... może błękit albo... zieleń- Draco już go nie słuchał. Był w swoim świecie.
Hermiona po długim czasie zastanawiania się nad wszystkim co działo się w jej życiu w końcu postanowiła zrobić coś po swojemu. I napisała list do Harrego wyjaśniła mu wszystko i przeprosiła. Miała nadzieję że przyjaciel jej wybaczy i być może znów będą tak blisko jak przez te kilka szczęśliwych miesięcy gdy mieli 11 lat.
Dudley wciąż po tygodniu był całkowicie zafascynowany magią i spędzał większość czasu w bibliotece czytając więcej niż we wszystkich latach swojego życia i wciąż nie miał dość. Dobrze dogadywał się też z przyszywanym kuzynem. Draco miał wspaniałe i dziwaczne poczucie humoru czasem niemal sadystyczne ale jemu się to podobało. Był też Harry ...Cygi dopiero teraz odkrył jakim naprawdę był wrażliwym i słodkim chłopcem, nawet jego rodzice go zaakceptowali i traktowali lepiej niż jego właśni kiedykolwiek, nawet dostał pomoc przy nauce magii bo to było dla niego najtrudniejsze.
Czytał właśnie jedną z fascynujących książek gdy na jego kolanach wylądowała sowa z listem. Z ciekawości otworzył kopertę i zaczął czytać bezwiednie głaszcząc zwierzę.
Cygi w końcu z pomocą Draco wyszedł na korytarz ubrany w jasną koszulę włosy miał związane w warkocz a na nogach miał pocięte jeansy tego się nie spodziewał po czarodzieju czystej krwi ale starszy chłopak upierał się że wygląda niesamowicie.
-Co teraz? -Zapytał niepewnie
-Teraz jemy obiad z rodzicami i Tomem ten mężczyzna szaleje za tobą i nie mógł się doczekać kiedy wydobrzejesz. Rodzice niemal siłą zakazali mu przesiadywać w Twojej sypialni, to nie przystoi
-Draco... mam mu wybaczyć?- Zapytał w końcu
-Nie zrobił nic złego zabił tych którzy mu Cię odebrali, każdy kto ma Towarzysza zrobiłby to samo- westchnął Draco
-Może....- Cygi wciąż nie był przekonany ale w tym samym momencie mężczyzna wyłonił się z za rogu mężczyzna o którym rozmawiali
-Tom cóż za niespodzianka-Draco rozpromienił się od ucha do ucha, jego brat jednak spuścił nieznacznie wzrok i wziął głęboki oddech
-Chciałem zabrać Cygiego na obiad- mężczyzna obserwował swojego Towarzysza, mimo że widzieli się codziennie to te godziny których nie mógł z nim spędzić ciągnęły mu się jak tygodnie. Tęsknił i nie mógł doczekać się gdy będą mogli być razem. Teraz wyglądał jeszcze bardziej uroczo niż w piżamie- I wiesz o tym Draco- zrobił krok do przodu
-Coś tam wspominałeś- starszy chłopak przewrócił oczami
-Witaj Cygi- Tom przestał zwracać na niego uwagę i skupił się na przyszłym mężu
-T..Tom- podniósł wzrok i uśmiechnął się do niego, trzeba przyznać że bardzo się starał, żeby ich relacja przypominałam normalną
-Twoi rodzice czekają- wyciągnął rękę, pragnął kontaktu, nawet tak niewinnego, chłopiec powoli podszedł do niego- Dobrze się czujesz?- Zapytał cicho
-Lepiej- przyznał Cygi- Wciąż nie mogę się przyzwyczaić- przeciągnął wolną dłonią po włosach- czasem jak patrzę w lustro wciąż wydaje mi się, że śnię
-Nie mój drogi- uśmiechnął się do niego mężczyzna- dopiero teraz wybudziłeś się z koszmaru- miał ogromną ochotę go pocałować ale wiedział że nie ma na to najmniejszej szansy jeszcze przez długi czas.
Draco został sam w wielkim holu ale nie przeszkadzało mu to, jego mały braciszek rozkwitał i zadziwiające ale zważywszy na okoliczności on i Tom byli na dobrej chociaż bardzo wolnej drodze do zostanie parą.
To skłoniło go do myślenia o jego własnym małym problemie. Bliźnięta. Od pewnego czasu śni, o Wersleyach i wiedział co to oznacza. Tylko czy to było coś czego chciał zwłaszcza z takim chaosem w domu. Chociaż z drugiej strony przecież nie chciał być nieszczęśliwy i sflustrowany a był i to coraz bardziej.
Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał podjąć decyzję jeszcze przed początkiem szkoły.
Cygi siedział przy stole między mamą a Tomem. Tata siedział na przeciw niego. Nikt nic nie mówił i to zaczęło coraz bardziej go stresować.
-Coś nie tak?- Zapytał w końcu gdy nie mógł już znieść tego napięcia
-Wszystko dobrze- odezwała się Narcyza- Zastanawiamy się co zrobić z Hogwartem i Harrym Potterem
-Harry Potter nie żyje- odezwał się chłopiec zimno- Chcę żeby znaleźli jego martwego z ręki mugoli. Dajcie mi to proszę
-Dziecko....- Lucjusz nie do końca wiedział co powiedzieć ale zgadzał się z synem. Świat Czarodzieji pogrąży się w chaosie- A szkoła chcesz wrócić?
-Tak- Cygi uśmiechnął się delikatnie- mam tam plany- Tom spojrzał na niego zdziwiony i zaniepokojony
-Sam nie pójdziesz- odezwał się po chwili- Lucjuszu załatw mi posadę
-Oczywiście- mężczyzna wciąż nie czuł się do końca dobrze z tym, że to właśnie Tom jest Towarzyszem jego młodszego syna, ale wiedział że tylko on może go obronić
-Będziesz uczył?- Cygi spojrzał na mężczyznę tymi pięknymi oczami. W tej chwili dałby mu świat
-Będę w pobliżu- położył swoją dłoń na jego- już Cię nie zostawię- ich spojrzenia spotkały się i jakby czas się zatrzymał. Teraz byli tylko oni i nagle ktoś odchrząknął znacząco co przerwało zaklęcie
-Dostałeś list kuzynku- Dudley wszedł do jadalni- Przeczytałem bo sowa znalazła mnie pierwszego
-Od kogo?- Zapytał zdziwiony
-Hermiona- oddał mu kopertę- może przemyślisz te swoje plany- usiadł obok Lucjusza. Pasował tu może trochę bardziej niż Cygi, był teraz taki dojrzały i dystyngowany
-Może- odpowiedział rozproszony czytaniem. Spodziewał się jak zwykle tyrady czegoś kąśliwego, czegoś co sprawi że poczuje się źle. Ale tym razem Hermiona wyjaśniła wszystko co działo się w latach poprzednich, nie tłumaczyła się, nie prosiła o wybaczenie. Po prostu napisała, chyba po raz pierwszy w życiu całą prawdę i Cygi zaczął płakać po raz pierwszy od tygodnia.
To wywołało kataklizm. Tom był pierwszym który zareagował. W pierwszym instynkcie wziął go na kolana co oburzyło zarówno Narcyzę jak i Lucjusza. Ojciec niemal wyrwał go Czarnemu Panu na co ten wyciągnął różdżkę. Narcyza zrobiła to samo
-Nie żeby to nie było fascynujące- Dudley uśmiechał się szeroko. Cygi zasługiwał na taką rodzinę, na ludzi którzy go kochają- ale on potrzebuje teraz was wszystkich razem. Cygi co będziesz teraz robić?
-To tylko przyspieszy sprawę- wciąż miał łzy w oczach i ze zdziwieniem stwierdził, że siedzi u taty na kolanach- Hermiona będzie wspaniałym dodatkiem- i uśmiechnął się lekko ocierając twarz
-O czym wy mówicie chłopcy?- Narcyza dobrze znała te ogniki w oczach syna. Często widywała je u męża i starszego dziecka
-Cygi ma plan jak zniszczyć tych którzy mu podpadli- w drzwiach stanął Draco. Nie raz rozmawiał o tym z bratem. To dobry nieco diaboliczny plan- Ale to tyle co teraz usłyszycie- i on zajął miejsce przy stole- Co ty znowu zmalowałeś braciszku?
-Hermiona napisała- zszedł z kolan ojca i ponownie usiadł obok Toma który od razu wziął go za rękę. Pozwolił na to. Mimo, że wciąż czuł się niepewnie w towarzystwie mężczyzny jego ciało reagowało- jest po naszej stronie
-Może i jej nie lubię ale głupia nie jest. Kto jeszcze?- Musiał dowiedzieć się jakie ma szanse
-Billy, Charlie, Percy, Fred i Georg oczywiście Luna i Neville- zignorował ciche warknięcie ze strony Toma. Mężczyźnie nie podobało się że jego śliczny chłopiec otacza się tyloma mężczyznami- no i Remus chociaż....
-Chcesz mu odpuścić na razie?- Domyślił się Draco
-Stracił Syriusza
- Ty również- odezwał się Dudley
-Czy powinniśmy się martwić?- Chciał wiedzieć Lucjusz. Musiał przyznać, że chociaż kochał synów niezależnie od wszystkiego to teraz czuł się dumny jak nigdy
-Przecież nie pozwolę mu ryzykować- Draco przewrócił oczami, brał obowiązki starszego brata bardzo poważnie, no i nie chciał umrzeć z ręki Toma.
Ten nagle odchrząknął i Cygi spojrzał na niego
-Zechcesz mi towarzyszyć do ogrodu?- Wciąż nie mógł do końca uspokoić się gdy usłyszał z jego ust o tylu mężczyznach. Musiał z nim porozmawiać, musiał pobyć z nim sam na sam
-Dobrze-Cygi nie był do końca przekonany o tym pomyśle ale musiał, zacząć dawać mu większą szansę jeśli mają mieć jakąś przyszłość- Coś się stało?-Zapytał jeszcze gdy byli przy drzwiach
-Nic zupełnie nic mój drogi- uśmiechnął się lekko mężczyzna ale w środku wciąż się w nim lekko gotowało
Najlepsze jednak było to że miał rodziców chociaż musiał przyznać że to wszystko było dość dziwne nawet jak na jego życie.
W każdym razie dziś medyk powiedział mu że w końcu może pospacerować i rozprostować kości. Tylko, że tu znów pojawił się problem bo cała jego rodzina i Tom oczywiście chcieli mu w tym towarzyszyć.
-Cygi- Draco wbiegł do sypialni- Co się tu stało?- Zapytał zdziwiony
-Nigdy nie miałem tylu ciuchów i....- chłopiec zarumienił się
-I chcesz wyglądać jak najlepiej- rozpromienił się starszy z nich- a po co Ci brat. Zaraz coś wybierzemy, chociaż i mama i tata i Tom oczywiście przyjęliby Cię z otwartymi ramionami nawet w worku i czapce na głowie
-Wiem wiem ale po prostu chcę dobrze wypaść i nie zbłaźnić się przy obiedzie- wciąż się rumienił i spuścił wzrok
-Kiedyś było ci dobrze w innych kolorach teraz... może błękit albo... zieleń- Draco już go nie słuchał. Był w swoim świecie.
Hermiona po długim czasie zastanawiania się nad wszystkim co działo się w jej życiu w końcu postanowiła zrobić coś po swojemu. I napisała list do Harrego wyjaśniła mu wszystko i przeprosiła. Miała nadzieję że przyjaciel jej wybaczy i być może znów będą tak blisko jak przez te kilka szczęśliwych miesięcy gdy mieli 11 lat.
Dudley wciąż po tygodniu był całkowicie zafascynowany magią i spędzał większość czasu w bibliotece czytając więcej niż we wszystkich latach swojego życia i wciąż nie miał dość. Dobrze dogadywał się też z przyszywanym kuzynem. Draco miał wspaniałe i dziwaczne poczucie humoru czasem niemal sadystyczne ale jemu się to podobało. Był też Harry ...Cygi dopiero teraz odkrył jakim naprawdę był wrażliwym i słodkim chłopcem, nawet jego rodzice go zaakceptowali i traktowali lepiej niż jego właśni kiedykolwiek, nawet dostał pomoc przy nauce magii bo to było dla niego najtrudniejsze.
Czytał właśnie jedną z fascynujących książek gdy na jego kolanach wylądowała sowa z listem. Z ciekawości otworzył kopertę i zaczął czytać bezwiednie głaszcząc zwierzę.
Cygi w końcu z pomocą Draco wyszedł na korytarz ubrany w jasną koszulę włosy miał związane w warkocz a na nogach miał pocięte jeansy tego się nie spodziewał po czarodzieju czystej krwi ale starszy chłopak upierał się że wygląda niesamowicie.
-Co teraz? -Zapytał niepewnie
-Teraz jemy obiad z rodzicami i Tomem ten mężczyzna szaleje za tobą i nie mógł się doczekać kiedy wydobrzejesz. Rodzice niemal siłą zakazali mu przesiadywać w Twojej sypialni, to nie przystoi
-Draco... mam mu wybaczyć?- Zapytał w końcu
-Nie zrobił nic złego zabił tych którzy mu Cię odebrali, każdy kto ma Towarzysza zrobiłby to samo- westchnął Draco
-Może....- Cygi wciąż nie był przekonany ale w tym samym momencie mężczyzna wyłonił się z za rogu mężczyzna o którym rozmawiali
-Tom cóż za niespodzianka-Draco rozpromienił się od ucha do ucha, jego brat jednak spuścił nieznacznie wzrok i wziął głęboki oddech
-Chciałem zabrać Cygiego na obiad- mężczyzna obserwował swojego Towarzysza, mimo że widzieli się codziennie to te godziny których nie mógł z nim spędzić ciągnęły mu się jak tygodnie. Tęsknił i nie mógł doczekać się gdy będą mogli być razem. Teraz wyglądał jeszcze bardziej uroczo niż w piżamie- I wiesz o tym Draco- zrobił krok do przodu
-Coś tam wspominałeś- starszy chłopak przewrócił oczami
-Witaj Cygi- Tom przestał zwracać na niego uwagę i skupił się na przyszłym mężu
-T..Tom- podniósł wzrok i uśmiechnął się do niego, trzeba przyznać że bardzo się starał, żeby ich relacja przypominałam normalną
-Twoi rodzice czekają- wyciągnął rękę, pragnął kontaktu, nawet tak niewinnego, chłopiec powoli podszedł do niego- Dobrze się czujesz?- Zapytał cicho
-Lepiej- przyznał Cygi- Wciąż nie mogę się przyzwyczaić- przeciągnął wolną dłonią po włosach- czasem jak patrzę w lustro wciąż wydaje mi się, że śnię
-Nie mój drogi- uśmiechnął się do niego mężczyzna- dopiero teraz wybudziłeś się z koszmaru- miał ogromną ochotę go pocałować ale wiedział że nie ma na to najmniejszej szansy jeszcze przez długi czas.
Draco został sam w wielkim holu ale nie przeszkadzało mu to, jego mały braciszek rozkwitał i zadziwiające ale zważywszy na okoliczności on i Tom byli na dobrej chociaż bardzo wolnej drodze do zostanie parą.
To skłoniło go do myślenia o jego własnym małym problemie. Bliźnięta. Od pewnego czasu śni, o Wersleyach i wiedział co to oznacza. Tylko czy to było coś czego chciał zwłaszcza z takim chaosem w domu. Chociaż z drugiej strony przecież nie chciał być nieszczęśliwy i sflustrowany a był i to coraz bardziej.
Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał podjąć decyzję jeszcze przed początkiem szkoły.
Cygi siedział przy stole między mamą a Tomem. Tata siedział na przeciw niego. Nikt nic nie mówił i to zaczęło coraz bardziej go stresować.
-Coś nie tak?- Zapytał w końcu gdy nie mógł już znieść tego napięcia
-Wszystko dobrze- odezwała się Narcyza- Zastanawiamy się co zrobić z Hogwartem i Harrym Potterem
-Harry Potter nie żyje- odezwał się chłopiec zimno- Chcę żeby znaleźli jego martwego z ręki mugoli. Dajcie mi to proszę
-Dziecko....- Lucjusz nie do końca wiedział co powiedzieć ale zgadzał się z synem. Świat Czarodzieji pogrąży się w chaosie- A szkoła chcesz wrócić?
-Tak- Cygi uśmiechnął się delikatnie- mam tam plany- Tom spojrzał na niego zdziwiony i zaniepokojony
-Sam nie pójdziesz- odezwał się po chwili- Lucjuszu załatw mi posadę
-Oczywiście- mężczyzna wciąż nie czuł się do końca dobrze z tym, że to właśnie Tom jest Towarzyszem jego młodszego syna, ale wiedział że tylko on może go obronić
-Będziesz uczył?- Cygi spojrzał na mężczyznę tymi pięknymi oczami. W tej chwili dałby mu świat
-Będę w pobliżu- położył swoją dłoń na jego- już Cię nie zostawię- ich spojrzenia spotkały się i jakby czas się zatrzymał. Teraz byli tylko oni i nagle ktoś odchrząknął znacząco co przerwało zaklęcie
-Dostałeś list kuzynku- Dudley wszedł do jadalni- Przeczytałem bo sowa znalazła mnie pierwszego
-Od kogo?- Zapytał zdziwiony
-Hermiona- oddał mu kopertę- może przemyślisz te swoje plany- usiadł obok Lucjusza. Pasował tu może trochę bardziej niż Cygi, był teraz taki dojrzały i dystyngowany
-Może- odpowiedział rozproszony czytaniem. Spodziewał się jak zwykle tyrady czegoś kąśliwego, czegoś co sprawi że poczuje się źle. Ale tym razem Hermiona wyjaśniła wszystko co działo się w latach poprzednich, nie tłumaczyła się, nie prosiła o wybaczenie. Po prostu napisała, chyba po raz pierwszy w życiu całą prawdę i Cygi zaczął płakać po raz pierwszy od tygodnia.
To wywołało kataklizm. Tom był pierwszym który zareagował. W pierwszym instynkcie wziął go na kolana co oburzyło zarówno Narcyzę jak i Lucjusza. Ojciec niemal wyrwał go Czarnemu Panu na co ten wyciągnął różdżkę. Narcyza zrobiła to samo
-Nie żeby to nie było fascynujące- Dudley uśmiechał się szeroko. Cygi zasługiwał na taką rodzinę, na ludzi którzy go kochają- ale on potrzebuje teraz was wszystkich razem. Cygi co będziesz teraz robić?
-To tylko przyspieszy sprawę- wciąż miał łzy w oczach i ze zdziwieniem stwierdził, że siedzi u taty na kolanach- Hermiona będzie wspaniałym dodatkiem- i uśmiechnął się lekko ocierając twarz
-O czym wy mówicie chłopcy?- Narcyza dobrze znała te ogniki w oczach syna. Często widywała je u męża i starszego dziecka
-Cygi ma plan jak zniszczyć tych którzy mu podpadli- w drzwiach stanął Draco. Nie raz rozmawiał o tym z bratem. To dobry nieco diaboliczny plan- Ale to tyle co teraz usłyszycie- i on zajął miejsce przy stole- Co ty znowu zmalowałeś braciszku?
-Hermiona napisała- zszedł z kolan ojca i ponownie usiadł obok Toma który od razu wziął go za rękę. Pozwolił na to. Mimo, że wciąż czuł się niepewnie w towarzystwie mężczyzny jego ciało reagowało- jest po naszej stronie
-Może i jej nie lubię ale głupia nie jest. Kto jeszcze?- Musiał dowiedzieć się jakie ma szanse
-Billy, Charlie, Percy, Fred i Georg oczywiście Luna i Neville- zignorował ciche warknięcie ze strony Toma. Mężczyźnie nie podobało się że jego śliczny chłopiec otacza się tyloma mężczyznami- no i Remus chociaż....
-Chcesz mu odpuścić na razie?- Domyślił się Draco
-Stracił Syriusza
- Ty również- odezwał się Dudley
-Czy powinniśmy się martwić?- Chciał wiedzieć Lucjusz. Musiał przyznać, że chociaż kochał synów niezależnie od wszystkiego to teraz czuł się dumny jak nigdy
-Przecież nie pozwolę mu ryzykować- Draco przewrócił oczami, brał obowiązki starszego brata bardzo poważnie, no i nie chciał umrzeć z ręki Toma.
Ten nagle odchrząknął i Cygi spojrzał na niego
-Zechcesz mi towarzyszyć do ogrodu?- Wciąż nie mógł do końca uspokoić się gdy usłyszał z jego ust o tylu mężczyznach. Musiał z nim porozmawiać, musiał pobyć z nim sam na sam
-Dobrze-Cygi nie był do końca przekonany o tym pomyśle ale musiał, zacząć dawać mu większą szansę jeśli mają mieć jakąś przyszłość- Coś się stało?-Zapytał jeszcze gdy byli przy drzwiach
-Nic zupełnie nic mój drogi- uśmiechnął się lekko mężczyzna ale w środku wciąż się w nim lekko gotowało
wtorek, 12 lutego 2019
Rozdział 3
Harry miał poczucie że leci gdzieś na miękkiej chmurze. Jak przez mglę pamiętał że wuj znów go bił co nie pasowało do tego jak czuje się teraz dlatego przestraszony otworzył nagle oczy.
Znajdował się w dużym jasnym pokoju i był sam. Nic go nie bolało dlatego wstał z łóżka i powoli podszedł do lustra by zobaczyć co się stało.
Spojrzał na swoje odbicie i...zamknął oczy po czym otworzył je raz jeszcze i spojrzał za siebie. Nikogo z nim nie było więc lustro musiało kłamać bo nie widział tam siebie. Chłopiec którego widział był niższy od niego miał dłuższe włosy sięgające za ramiona wciąż czarne z jasnymi pasemkami. Jego oczy były zielone jak jego ale dużo jaśniejsze jakby błyszczały. Skórę miał jaśniejszą prawie białą i nie musiał używać okularków.
-Cygi!- Usłyszał kobiecy głos i instynktownie skulił się w sobie- Kochanie wracaj do łóżka- Narcyza podbiegła do syna gdy tylko spostrzegła, że chłopiec jest w jakimś transie- Skarbie oddychaj- w końcu mogła dotknąć swojego zaginionego dziecka
-Gdzie jestem?- Zapytał chłopiec
-Jesteś w domu kochanie- kobieta przytuliła go delikatnie i zaczęła iść z nim w stronę łóżka- Wszystko już będzie dobrze
-Ale pani jest...- zaczął Harry- Zabije mnie Pani?- Skończył gdy kobieta przykryła go kocem
-Skarbie nic Ci się tu nie stanie ale wyjaśnię Ci wszystko gdy się wyśpisz- pogłaskała syna ale on już spał.
Dudley przechadzał się niespiesznie po swoim nowym domu. Państwo Malfoyowie byli dużo lepsi niż jego rodzice mimo że znał ich tak bardzo krótko. Dom w którym się znajdował był wspaniały a nowy kuzyn chociaż całkiem skupiony na braciszku był dla niego w porządku mimo, że znał jego przeszłość. On sam martwił się o kuzyna już nie potrafił myśleć o nim jak o Harrym od momentu w którym zobaczył jak się zmienił dla niego stał się Cygim Malfoyem i przysiągł sobie że pomoże mu przywyknąć do nowej lepszej rzeczywistości.
Tom Riddle w końcu dotarł do domu przyjaciela wciąż jednak się ukrywał. Wiedział i czuł że jego Cygi jest w tym samym budynku ale zdawał sobie sprawę że nie może go zobaczyć był szczęśliwy że jego ukochany jest już bezpieczny i w rodzinie. Zawsze był cierpliwym mężczyzną i tym razem też poczeka bo wiedział co na niego czeka.
-Pan jest nim?- Tom odwrócił się w stronę drzwi
-Nim?- Zapytał unosząc brew
-Harry mi o Panu opowiadał ale to nie prawda- Dudley mimo że nie znał się na magii czuł więcej niż dawał po sobie poznać
-Tak- Voldemort przyglądał się młodemu mężczyźnie widział że jest obrońcom jego Towarzysza i wiedział że wychowywali się razem- Cygi jest mój tylko...
-Uroczyście przysięgam, że pomogę-Dudley pochylił głowę w ukłonie- Jeśli mnie zechcesz będę Twoim sługom
-Nie rekrutuje dzieci- odpowiedział sucho
-Nawet tych które mogą pomóc ? Które znają prawdę?- Chłopak wiedział jak podjeść mężczyznę wiedział jak wejść w łaski Czarnego Pana
-Idź do niego- odpowiedział po chwili milczenia Tom- będzie Cię potrzebował, tylko Ciebie tu zna
-Jeszcze porozmawiamy Panie- Dudlay może i nie znał tego świata ale od roku uczuł się prawdy tajemniczy SB w wielu listach wyjaśniał mu wszystko co najważniejsze i znał swoją rolę.
Harry wybudził się po raz kolejny i tym razem nie był sam. Przy jego łóżku siedział Dudley
-Hej młody- uśmiechnął się do niego kuzyn
-Co się dzieje?- Zapytał chłopiec siadając w miękkiej pościeli
-Ale ty jesteś słodziutki teraz- uśmiechnął się starszy z chłopców- A co się dzieje? Oj dużo mój drogi dużo- Dudley przeniósł się z fotela na łóżko by być bliżej kuzyna- po pierwsze kuzynku nie nazywasz się wcale Harry Potter i wcale nie jesteśmy równolatkami...
-O czym ty mówisz?- Przerwał mu przestraszony
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć delikatnie- westchnął Dudley- więc powiem to wprost. Nigdy nie byłeś Harrym Potterem ten chłopiec umarł gdy był mały ty sam nazywasz się Cygan Malfoy i jesteś młodszym bratem Draco. My sami nie jesteśmy spokrewnieni ale kocham cię jak brata mimo wszystko
-Dud o czym ty mówisz? Ja wiem że nie wszystko o czym wiedziałem nie jest prawdą ale....
-Oj Cygi...- nie zdążył jednak skończyć zdania bo do sypialni wpadł Draco
-Braciszku mój- rzucił się na szyję oniemiałemu chłopcu- Cygi wyglądasz ślicznie- Jasnowłosy chłopak nie posiadał się ze szczęścia. W końcu jego rodzina była w komplecie
-Malfoy?- Harry...Cygi ledwo mógł wykrztusić z siebie słowo- Co się tu dzieje? Gdzie naprawdę jestem?-Draco odsunął się od niego i po raz pierwszy spojrzał na brata
-Ty wciąż nie wiesz?- Zapytał niepewnie
-Nie wiem o czym?!- Harry miał dość niewiedzy dość tego że jego kuzyn i Malfoy mówią od rzeczy. Bał się bo coś było bardzo nie tak
-Dudley chyba ci wyjaśnił?- Zapytał spokojnie Draco
-Oboje mówicie od rzeczy!- Krzyknął najmłodszy chłopak
-Nie braciszku- Draco wciąż był spokojny wiedział jak trudna jest ta sytuacja- Dudlay mówi prawdę. Nigdy nie byłeś Harrym. Jesteś moim młodszym bratem...
-Jesteśmy w tym samym wieku- przerwał mu
-Nie- uśmiechnął się jasnowłosy- Jesteś rok młodszy. Nie wiem co zrobić żebyś nam uwierzył. Byłeś nieprzytomny przez pół dnia...Cygi wiem że nie jesteśmy w najlepszych stosunkach wiem że w szkole wciąż Ci dokuczałem wiem że Cię gnębiłem.. ale ja też nie znałem prawdy to oczywiście żadne wyjaśnienie i rozumiem że nie potrafisz mi zaufać wiedz tylko, że bardzo kocham mojego braciszka i tęskniłem za nim każdego dnia. Mam nadzieję że będę w stanie wynagrodzić Ci wszystko i zostaniemy przyjaciółmi
-Więc chcecie mi powiedzieć że Harry Potter zginął i że ja jestem naprawdę twoim bratem i jestem o rok młodszy?- Obaj zapytani kiwnęli głowami- Skoro tak jest to dlaczego rodzice mnie nie szukali?
-Cygi... mama i tata byli załamani. Wszyscy Cię szukali i gdy nie byli w stanie Cię znaleźć....Rodzice byli załamani. Musisz mi uwierzyć.....
-Więc jak to się wszystko....- Harry nie był w stanie skończyć zdania
-Sam wiesz że Dumbledore jest złym człowiekiem wiesz że to manipulator i wiesz że Syriusz zginął z jego winy- Draco miał ochotę wziąć brata za rękę a najlepiej posadzić go sobie na kolanach ale nie mógł i jedyne co zrobił to pogłaskał go po głowie- to on to wszystko zorganizował. To on Cię porwał i to on wcielił w życie Przepowiednię która nie jest prawdą
-Dlaczego on mnie nienawidzi?- Cygi płakał
-Bo mój drogi ty i Tom Riddle jesteście sobie przeznaczeni- Draco rzucił bombę- Dlatego kochany Dumb nie mógł pozwolić żebyście byli razem ale teraz wszystko będzie jak trzeba i zdobędziecie świat- na te słowa Harry po prostu stracił przytomność to było za wiele
Postać w mroku przyglądała się parze śpiącej w łóżku. Tęsknił ale wiedział że jest za wcześnie na ujawnienie się. Plan wszedł już w życie i Cygan wrócił do domu co było najważniejsze ale on wciąż miał wiele pracy przed powrotem do domu.
Jego ukochani spali spokojnie po ciężkich dniach i on sam cieszył się z tego że mają chwilę spokoju
-Nie powinieneś jeszcze tu wracać- usłyszał za sobą głos
-Sam wiesz jak ciężko jest czekać- odwrócił się do przyjaciela
-Tak wiem-mężczyzna uśmiechnął się smutno- ale to nie potrwa już długo
-Cygi będzie nieufny- tajemniczy mężczyzna był sceptyczny
-Ty zawsze byłeś skrytym pesymistom- przyjaciel położył mu rękę na ramieniu- przynajmniej mają siebie
-Idź do niego- westchnął młodszy z mężczyzn
-Już utuliłem go do snu- uśmiechnął się ten drugi- teraz jestem tu by przypomnieć ci o tym że wciąż mamy dużo do zrobienia
-Zawsze na służbie- odwzajemnił uśmiech i obaj zniknęli. W tym samym czasie jeden ze śpiących mężczyzn otworzył oczy i gdy nikogo nie zobaczył westchnął smutno po czym wtulił się w ramiona ukochanego by poczuć się trochę lepiej.
Hermiona Grenger wiedziała że postępowała źle wiedziała że jej ukochany dyrektor wcale nie jest taki dobry jak mówią inni. Widziała też że Ron jest nie całkiem w porządku, że wcale nie lubi Harrego. Ginny miała ochotę tylko zagarnąć pieniądze jej przyjaciela.
Po wielu dniach przemyśleń postanowiła w końcu przestać być tak poddana tym którzy pokazali jej świat magii i napisać do chłopca który zawsze był jej przyjacielem. Miała nadzieje że Harry jej wybaczy.
Lucjusz nie mógł się doczekać gdy zobaczy syna specjalnie odwlekał ten moment wiedział, że Narcyza już była u Cygiego i zdawał sobie sprawę że Draco jest w pokoju najmłodszego dziecka.
Dla niego to było jeszcze trudniejsze bo przecież gdy wciąż był Harrym Potterem próbował go zabić. Teraz jednak nadszedł czas żeby zmierzyć się z rzeczywistością.
-Synku?- Otworzył drzwi i spojrzał na łóżko. Cygi już odzyskał przytomność
-P..Pan Malfoy?- Chłopiec wciąż był przerażony i spodziewał się ataku i chociaż Draco dał mu różdżkę to do głowy nie przychodził mu żadne zaklęcie
-Wiem że nie jesteś w stanie mówić mi tato ale mów mi Lucjusz- wszedł do pomieszczenia. Draco i Dudley byli na miejscu i obaj przyglądali się nietypowej scenie
-Ja wciąż nie wiem czy to wszystko to prawda- Cygi spuścił wzrok
-Jeśli chcesz pokażę Ci moje wspomnienia z nocy jak się urodziłeś- mężczyzna podszedł do syna
-Proszę- spojrzał na niego trochę bardziej ufnie
-Podaj mi rękę- arystokrata wyciągnął dłoń i syn przyjął ją powoli
Lucjusz krążył po korytarzu przed Skrzydłem Szpitalnym i czekał aż żona urodzi drugie dziecko. Dziecko które jest cudem. Po Draco medycy mówili że nigdy nie będę mieli więcej dzieci a tu zaledwie rok później czekał na rozwiązanie i nagle drzwi się otworzyły
-Lordzie masz drugiego syna- odezwała się akuszerka i wręczyła mu zawiniątko. Lucjusz wszedł do środka. Jego zona spała wyczerpana a on spojrzał na dziecko. Był prześliczny. Malutki, mniejszy od Draco i miał dwukolorowe włosy czarne jak noc z kilkoma jasnymi pasmami. Mężczyzna zakochał się w dziecku od pierwszego wejrzenia.
-Jesteś naszym skarbem i zrobimy wszystko by Cię chronić- ucałował synka i spojrzał z czułością na żonę..........
-Kochałeś mnie- odezwał się cicho chłopiec
-Nigdy nie przestałem- uśmiechnął się mężczyzna- do wszystkiego dojdziemy powoli
-A Voldemort?-Zapytał niepewnie Cygan- Mal...Draco powiedział, że jesteśmy sobie przeznaczeni....Co to znaczy?
-Nic o czym musisz myśleć teraz- Lucjusz postanowił że będzie bronić syna nawet przed swoim przyjacielem jeśli Cygi nie będzie sobie życzył jego zalotów
-Ale...- przerwał mu syn
-Najpierw skup się na odpoczynku i porozmawiaj z bratem- mężczyzna postanowił zostawić chłopców samych on już i tak nic tu nie wskóra
-Dziękuję....Lucjuszu- tato nie przeszło mu przez gardło i mimo że wciąż był nieufny tu przynajmniej nikt go nie bił nie krzyczał i nie kazał mu wykonywać niemal niewykonalnych prac domowych. No i miał przy sobie kuzyna który obiecał że będzie mu pomagał.
Może ta cała sytuacja jakoś się wyjaśni ale on sam nie widział się jako Malfoy,był przecież zwykłym chłopcem a nie jakimś księciem.
Znajdował się w dużym jasnym pokoju i był sam. Nic go nie bolało dlatego wstał z łóżka i powoli podszedł do lustra by zobaczyć co się stało.
Spojrzał na swoje odbicie i...zamknął oczy po czym otworzył je raz jeszcze i spojrzał za siebie. Nikogo z nim nie było więc lustro musiało kłamać bo nie widział tam siebie. Chłopiec którego widział był niższy od niego miał dłuższe włosy sięgające za ramiona wciąż czarne z jasnymi pasemkami. Jego oczy były zielone jak jego ale dużo jaśniejsze jakby błyszczały. Skórę miał jaśniejszą prawie białą i nie musiał używać okularków.
-Cygi!- Usłyszał kobiecy głos i instynktownie skulił się w sobie- Kochanie wracaj do łóżka- Narcyza podbiegła do syna gdy tylko spostrzegła, że chłopiec jest w jakimś transie- Skarbie oddychaj- w końcu mogła dotknąć swojego zaginionego dziecka
-Gdzie jestem?- Zapytał chłopiec
-Jesteś w domu kochanie- kobieta przytuliła go delikatnie i zaczęła iść z nim w stronę łóżka- Wszystko już będzie dobrze
-Ale pani jest...- zaczął Harry- Zabije mnie Pani?- Skończył gdy kobieta przykryła go kocem
-Skarbie nic Ci się tu nie stanie ale wyjaśnię Ci wszystko gdy się wyśpisz- pogłaskała syna ale on już spał.
Dudley przechadzał się niespiesznie po swoim nowym domu. Państwo Malfoyowie byli dużo lepsi niż jego rodzice mimo że znał ich tak bardzo krótko. Dom w którym się znajdował był wspaniały a nowy kuzyn chociaż całkiem skupiony na braciszku był dla niego w porządku mimo, że znał jego przeszłość. On sam martwił się o kuzyna już nie potrafił myśleć o nim jak o Harrym od momentu w którym zobaczył jak się zmienił dla niego stał się Cygim Malfoyem i przysiągł sobie że pomoże mu przywyknąć do nowej lepszej rzeczywistości.
Tom Riddle w końcu dotarł do domu przyjaciela wciąż jednak się ukrywał. Wiedział i czuł że jego Cygi jest w tym samym budynku ale zdawał sobie sprawę że nie może go zobaczyć był szczęśliwy że jego ukochany jest już bezpieczny i w rodzinie. Zawsze był cierpliwym mężczyzną i tym razem też poczeka bo wiedział co na niego czeka.
-Pan jest nim?- Tom odwrócił się w stronę drzwi
-Nim?- Zapytał unosząc brew
-Harry mi o Panu opowiadał ale to nie prawda- Dudley mimo że nie znał się na magii czuł więcej niż dawał po sobie poznać
-Tak- Voldemort przyglądał się młodemu mężczyźnie widział że jest obrońcom jego Towarzysza i wiedział że wychowywali się razem- Cygi jest mój tylko...
-Uroczyście przysięgam, że pomogę-Dudley pochylił głowę w ukłonie- Jeśli mnie zechcesz będę Twoim sługom
-Nie rekrutuje dzieci- odpowiedział sucho
-Nawet tych które mogą pomóc ? Które znają prawdę?- Chłopak wiedział jak podjeść mężczyznę wiedział jak wejść w łaski Czarnego Pana
-Idź do niego- odpowiedział po chwili milczenia Tom- będzie Cię potrzebował, tylko Ciebie tu zna
-Jeszcze porozmawiamy Panie- Dudlay może i nie znał tego świata ale od roku uczuł się prawdy tajemniczy SB w wielu listach wyjaśniał mu wszystko co najważniejsze i znał swoją rolę.
Harry wybudził się po raz kolejny i tym razem nie był sam. Przy jego łóżku siedział Dudley
-Hej młody- uśmiechnął się do niego kuzyn
-Co się dzieje?- Zapytał chłopiec siadając w miękkiej pościeli
-Ale ty jesteś słodziutki teraz- uśmiechnął się starszy z chłopców- A co się dzieje? Oj dużo mój drogi dużo- Dudley przeniósł się z fotela na łóżko by być bliżej kuzyna- po pierwsze kuzynku nie nazywasz się wcale Harry Potter i wcale nie jesteśmy równolatkami...
-O czym ty mówisz?- Przerwał mu przestraszony
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć delikatnie- westchnął Dudley- więc powiem to wprost. Nigdy nie byłeś Harrym Potterem ten chłopiec umarł gdy był mały ty sam nazywasz się Cygan Malfoy i jesteś młodszym bratem Draco. My sami nie jesteśmy spokrewnieni ale kocham cię jak brata mimo wszystko
-Dud o czym ty mówisz? Ja wiem że nie wszystko o czym wiedziałem nie jest prawdą ale....
-Oj Cygi...- nie zdążył jednak skończyć zdania bo do sypialni wpadł Draco
-Braciszku mój- rzucił się na szyję oniemiałemu chłopcu- Cygi wyglądasz ślicznie- Jasnowłosy chłopak nie posiadał się ze szczęścia. W końcu jego rodzina była w komplecie
-Malfoy?- Harry...Cygi ledwo mógł wykrztusić z siebie słowo- Co się tu dzieje? Gdzie naprawdę jestem?-Draco odsunął się od niego i po raz pierwszy spojrzał na brata
-Ty wciąż nie wiesz?- Zapytał niepewnie
-Nie wiem o czym?!- Harry miał dość niewiedzy dość tego że jego kuzyn i Malfoy mówią od rzeczy. Bał się bo coś było bardzo nie tak
-Dudley chyba ci wyjaśnił?- Zapytał spokojnie Draco
-Oboje mówicie od rzeczy!- Krzyknął najmłodszy chłopak
-Nie braciszku- Draco wciąż był spokojny wiedział jak trudna jest ta sytuacja- Dudlay mówi prawdę. Nigdy nie byłeś Harrym. Jesteś moim młodszym bratem...
-Jesteśmy w tym samym wieku- przerwał mu
-Nie- uśmiechnął się jasnowłosy- Jesteś rok młodszy. Nie wiem co zrobić żebyś nam uwierzył. Byłeś nieprzytomny przez pół dnia...Cygi wiem że nie jesteśmy w najlepszych stosunkach wiem że w szkole wciąż Ci dokuczałem wiem że Cię gnębiłem.. ale ja też nie znałem prawdy to oczywiście żadne wyjaśnienie i rozumiem że nie potrafisz mi zaufać wiedz tylko, że bardzo kocham mojego braciszka i tęskniłem za nim każdego dnia. Mam nadzieję że będę w stanie wynagrodzić Ci wszystko i zostaniemy przyjaciółmi
-Więc chcecie mi powiedzieć że Harry Potter zginął i że ja jestem naprawdę twoim bratem i jestem o rok młodszy?- Obaj zapytani kiwnęli głowami- Skoro tak jest to dlaczego rodzice mnie nie szukali?
-Cygi... mama i tata byli załamani. Wszyscy Cię szukali i gdy nie byli w stanie Cię znaleźć....Rodzice byli załamani. Musisz mi uwierzyć.....
-Więc jak to się wszystko....- Harry nie był w stanie skończyć zdania
-Sam wiesz że Dumbledore jest złym człowiekiem wiesz że to manipulator i wiesz że Syriusz zginął z jego winy- Draco miał ochotę wziąć brata za rękę a najlepiej posadzić go sobie na kolanach ale nie mógł i jedyne co zrobił to pogłaskał go po głowie- to on to wszystko zorganizował. To on Cię porwał i to on wcielił w życie Przepowiednię która nie jest prawdą
-Dlaczego on mnie nienawidzi?- Cygi płakał
-Bo mój drogi ty i Tom Riddle jesteście sobie przeznaczeni- Draco rzucił bombę- Dlatego kochany Dumb nie mógł pozwolić żebyście byli razem ale teraz wszystko będzie jak trzeba i zdobędziecie świat- na te słowa Harry po prostu stracił przytomność to było za wiele
Postać w mroku przyglądała się parze śpiącej w łóżku. Tęsknił ale wiedział że jest za wcześnie na ujawnienie się. Plan wszedł już w życie i Cygan wrócił do domu co było najważniejsze ale on wciąż miał wiele pracy przed powrotem do domu.
Jego ukochani spali spokojnie po ciężkich dniach i on sam cieszył się z tego że mają chwilę spokoju
-Nie powinieneś jeszcze tu wracać- usłyszał za sobą głos
-Sam wiesz jak ciężko jest czekać- odwrócił się do przyjaciela
-Tak wiem-mężczyzna uśmiechnął się smutno- ale to nie potrwa już długo
-Cygi będzie nieufny- tajemniczy mężczyzna był sceptyczny
-Ty zawsze byłeś skrytym pesymistom- przyjaciel położył mu rękę na ramieniu- przynajmniej mają siebie
-Idź do niego- westchnął młodszy z mężczyzn
-Już utuliłem go do snu- uśmiechnął się ten drugi- teraz jestem tu by przypomnieć ci o tym że wciąż mamy dużo do zrobienia
-Zawsze na służbie- odwzajemnił uśmiech i obaj zniknęli. W tym samym czasie jeden ze śpiących mężczyzn otworzył oczy i gdy nikogo nie zobaczył westchnął smutno po czym wtulił się w ramiona ukochanego by poczuć się trochę lepiej.
Hermiona Grenger wiedziała że postępowała źle wiedziała że jej ukochany dyrektor wcale nie jest taki dobry jak mówią inni. Widziała też że Ron jest nie całkiem w porządku, że wcale nie lubi Harrego. Ginny miała ochotę tylko zagarnąć pieniądze jej przyjaciela.
Po wielu dniach przemyśleń postanowiła w końcu przestać być tak poddana tym którzy pokazali jej świat magii i napisać do chłopca który zawsze był jej przyjacielem. Miała nadzieje że Harry jej wybaczy.
Lucjusz nie mógł się doczekać gdy zobaczy syna specjalnie odwlekał ten moment wiedział, że Narcyza już była u Cygiego i zdawał sobie sprawę że Draco jest w pokoju najmłodszego dziecka.
Dla niego to było jeszcze trudniejsze bo przecież gdy wciąż był Harrym Potterem próbował go zabić. Teraz jednak nadszedł czas żeby zmierzyć się z rzeczywistością.
-Synku?- Otworzył drzwi i spojrzał na łóżko. Cygi już odzyskał przytomność
-P..Pan Malfoy?- Chłopiec wciąż był przerażony i spodziewał się ataku i chociaż Draco dał mu różdżkę to do głowy nie przychodził mu żadne zaklęcie
-Wiem że nie jesteś w stanie mówić mi tato ale mów mi Lucjusz- wszedł do pomieszczenia. Draco i Dudley byli na miejscu i obaj przyglądali się nietypowej scenie
-Ja wciąż nie wiem czy to wszystko to prawda- Cygi spuścił wzrok
-Jeśli chcesz pokażę Ci moje wspomnienia z nocy jak się urodziłeś- mężczyzna podszedł do syna
-Proszę- spojrzał na niego trochę bardziej ufnie
-Podaj mi rękę- arystokrata wyciągnął dłoń i syn przyjął ją powoli
Lucjusz krążył po korytarzu przed Skrzydłem Szpitalnym i czekał aż żona urodzi drugie dziecko. Dziecko które jest cudem. Po Draco medycy mówili że nigdy nie będę mieli więcej dzieci a tu zaledwie rok później czekał na rozwiązanie i nagle drzwi się otworzyły
-Lordzie masz drugiego syna- odezwała się akuszerka i wręczyła mu zawiniątko. Lucjusz wszedł do środka. Jego zona spała wyczerpana a on spojrzał na dziecko. Był prześliczny. Malutki, mniejszy od Draco i miał dwukolorowe włosy czarne jak noc z kilkoma jasnymi pasmami. Mężczyzna zakochał się w dziecku od pierwszego wejrzenia.
-Jesteś naszym skarbem i zrobimy wszystko by Cię chronić- ucałował synka i spojrzał z czułością na żonę..........
-Kochałeś mnie- odezwał się cicho chłopiec
-Nigdy nie przestałem- uśmiechnął się mężczyzna- do wszystkiego dojdziemy powoli
-A Voldemort?-Zapytał niepewnie Cygan- Mal...Draco powiedział, że jesteśmy sobie przeznaczeni....Co to znaczy?
-Nic o czym musisz myśleć teraz- Lucjusz postanowił że będzie bronić syna nawet przed swoim przyjacielem jeśli Cygi nie będzie sobie życzył jego zalotów
-Ale...- przerwał mu syn
-Najpierw skup się na odpoczynku i porozmawiaj z bratem- mężczyzna postanowił zostawić chłopców samych on już i tak nic tu nie wskóra
-Dziękuję....Lucjuszu- tato nie przeszło mu przez gardło i mimo że wciąż był nieufny tu przynajmniej nikt go nie bił nie krzyczał i nie kazał mu wykonywać niemal niewykonalnych prac domowych. No i miał przy sobie kuzyna który obiecał że będzie mu pomagał.
Może ta cała sytuacja jakoś się wyjaśni ale on sam nie widział się jako Malfoy,był przecież zwykłym chłopcem a nie jakimś księciem.
piątek, 1 lutego 2019
Rozdział 2
Tom Marvolo Riddle nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Wciąż pamiętał tą noc gdy przybył do niego Lucjusz i oznajmił mu z dumą że urodził się mu drugi syn, przypomniał sobie również jak on sam zobaczył dziecko. Cygan był taki maleńki, taki bezbronny i całkiem jego. Wtedy poprzysiągł sobie że do czasu aż dorośnie będzie jego obrońcą i przyjacielem, niestety zawiódł. I to wszystko przez własną pychę i przez Dumbledora.
-Wracajmy więc- odezwał się w końcu Czarny Pan- Jeśli Cygi wrócił chcę być przy nim
-Tom- mężczyzna który przekazał mu wieści wciąż nie pokazał twarzy- to będzie trudne. To że mały wie o wszystkim nie znaczy że tak szybko zaufa... zwłaszcza tobie
-Co nie zmienia faktu że muszę tam być- myślami był już w Anglii przy chłopcu
-Jak sobie życzysz Mój Panie- westchnął tylko zamaskowany.
Dwór Malfoy'ów
Lucjusz patrzył na swoją rodzinę i najbliższych przyjaciół zebranych na jego prośbę przy kolacji. Wiedział że każdy z nich zastanawia się dlaczego ich tu zebrał.
W końcu musiał wyznać im prawdę
-Moi drodzy- wstał i zastukał delikatnie w kieliszek- Zebrałem was tu dziś w bardzo ważnej i delikatnej sprawie. Jak wiecie przed 14 laty straciliśmy naszego młodszego syna- Narcyza już miała coś powiedzieć ale wzrok męże niemal dosłownie wbił ją w siedzenie- Wszyscy myśleliśmy, że mały Cygan zginął w tej bezsensownej wojnie.... ale dziś chcę podzielić się z wami szczęśliwą nowiną. Nasz syn wraca do domu- i to wywołało niemal burzę, tych kilkoro najlepszych przyjaciół mała rodzina którą przez lata stworzyli zwykle spokojna i wyważona teraz wybuchła
-Lucjuszu czemu to robisz?- Żona spojrzała na niego z wyrzutem
-Bo to prawda kochana- ujął jej dłoń- co prawda nie wszystkie szczegóły są mi jeszcze znane ale jutro nasz syn będzie z nami
-Ale co się z nim działo?- Chciał wiedzieć Draco miał niewiele ponad rok gdy brat zniknął ale dzięki wspomnieniom rodziny czuł jakby go znał
-Został porwany i umieszczony w innej rodzinie. Tylko po to żeby ta przepowiednia która jak wszyscy wiemy jest bzdurą mogła się spełnić
-Chcesz nam powiedzieć, że mój chrześniak to Potter?- Severus spojrzał na najlepszego przyjaciela i przez krótki moment zastanawiał się czy ten przypadkiem nie zwariował
-Potterowie nigdy nie mieli dziecka- podjął znów Lucjusz - Nie wydawało Ci się dziwne to jak szybko po szkole wzięli ślub zważywszy na to jak zachowywali się względem siebie w Hogwarcie?
-Może trochę- przyznał powoli Mistrz Eliksirów
-Nie wiem po której stronie stali na prawdę i to tylko moje przypuszczenia ale mogło być tak że i oni byli zmanipulowani. Wciąż pamiętam jak spotkałem Pottera gdy ten zaczął pracować w Ministerstwie. Zachowywał się conajmniej dziwnie. Chociaż oczywiście nie znałem go zbyt dobrze. No i jest jeszcze kwestia ich Strażnika Tajemnicy, to że Black nigdy nie miał procesu, zniknięcie Lupina....
-To wszystko jest jakieś dziwne. Jakby każdy z nas znał tylko fragment układanki który nie koniecznie pasuje do pozostałych- odezwał się Fenrir, samo wspomnienie Remusa bolało
-No dobrze ale jak chcesz ściągnąć tu Harrego... znaczy Cygana?-Zapytała Poppy- To bardzo nieufne dziecko, nie twierdzę że nie ma ku temu powodów ale nie wydaje mi się że porwanie jest dobrym pomysłem
-Sądzę że Severus jest najlepszą opcją- zaczął głośno zastanawiać się Lucjusz
-Nie- przerwała mu Narcyza- Chcę zobaczyć syna pierwsza
-Kochana....- zaczął jej mąż
-Nie jako ja oczywiście i Severus pójdzie również ale nie odbierzesz mi tego - weszła mu w słowo z całą stanowczością
-A ja przygotuję pokój- zerwał się z miejsca Draco. Już nie myślał o tym że to były Potter, dla niego to Cygi i tylko jego braciszek się liczył. W duchu uśmiechał się też na myśl o minach jego przyjaciół.
Następny dzień
Private Drive
Wczorajszy dzień po rozmowie z Dudleyem minął całkiem spokojnie. Wujostwo wróciło późno i mimo że Vernon bardzo chciał się do czegoś przyczepić to na prawdę nie znalazł powodu a chłopcy umiejętnie zniknęli mu z drogi.
Poszedł więc do łóżka nie do końca zadowolony z planem na kolejny poranek.
Ale i tym razem ten mały popapraniec okazał się szybszy od niego. Śniadanie czekało już na stole kuchnia niemal świeciła czystością a z gazet wybrane były te sekcje które najbardziej go interesowały. Tylko że jego aż świerzbiły ręce by mu przyłożyć. Jego własny syn przyglądał mu się dziwnie. On też zasłużył sobie na takie a nie inne traktowanie. Obaj zrujnowali mu życie chociaż każdy w inny sposób.
-Dziwolągu- zwrócił się do młodszego z chłopców- jak posprzątasz po śniadaniu masz przyjść do mojego gabinetu
-Tato nie żebym go bronił ale jak mu coś zrobisz to kto zajmie się naprawą szopy- Dudley wiedział że i on stąpa po cienkim lodzie. Tylko że on potrafił się fizycznie obronić Harry nie i wiedział też że kuzyn nie użyje magii
-Poradzi sobie- warknął Vernon i wstał od stołu wyszedł pospiesznym krokiem
-Dud- Harry jęknął i spojrzał na kuzyna
-Spokojnie mały- uśmiechnął się do niego jasnowłosy chłopak- obiecałem ci że już cię nie dotknie i tak będzie
-Ale ty....- zaczął Harry
-Ja sobie poradzę- mrugnął do niego tylko ale on również się bał i to coraz bardziej. Mimo że obaj wiedzieli że tylko godziny dzielą ich od odejścia z tego miejsca.
Dudley najbardziej miał żal do swojej matki. Zawsze sądził że ona kocha go prawdziwie ale nie była to prawda mimo że dzieciństwo miał szczęśliwe.
Westchnął tylko i wyszedł z kuchni zostawiając kuzyna ze sprzątaniem
Dwój Malfoy'ów
Narcyza z zadowoleniem obejrzała pokój który poprzedniego dnia przygotował Draco. Sama nie mogła się doczekać gdy zobaczy syna. Owszem pamiętała młodego Pottera gdy spotkała go rok wcześniej na Mistrzostwach Świata ale jej Cygi tak nie wyglądał. Jej Cygi był ślicznym chłopcem i pewnie tylko jego oczy nie zmienią koloru gdyż odziedziczył je po jej przodkach. Miała nadzieje że Severus odnajdzie odpowiedni eliksir by zdjąć z chłopca czary
-Jesteś gotowa?- Mężczyzna zapytał ją od progu
-Tak- odwróciła się do niego- Czy możesz się rozchmurzyć to szczęśliwa okazja
-Zrobię to gdy tylko misja się uda- odchrząknął
-Ty i ta twoja ostrożność- wzięła go pod ramię- ruszajmy więc chce mojego synka w domu
-Oczywiście- i oboje zniknęli.
Private Drive
-Co za okropna okolica- Narcyza w osobie nikomu nieznanej urzędniczki Ministerstwa rozejrzała się dookoła
-Większość mugoli nie ma wyobraźni- przyznał jej Severus i zadzwonił do drzwi a raczej zamierzał to zrobić bo te otworzyły się z rozmachem. Stał w nich wysoki jasnowłosy dobrze zbudowany nastolatek
-Jesteście w ostatniej chwili- powiedział ale nie odsunął się od drzwi- zabierzcie go z tego domu ale weźcie mnie ze sobą- to ostatnie było prośbą
-Oczywiście- zgodziła się kobieta. Jej matczyny instynkt aż krzyczał że coś tu jest bardzo nie tak
-Więc trzecie drzwi po prawej na końcu korytarza i chłopak odsunął się w tej samej chwili wszyscy usłyszeli dźwięk tłuczonego szkła.
Severus był pierwszy otworzył drzwi i to co zobaczył przeraziło go. Nawet jeśli chłopiec na prawdę byłby Potterem to nie chciałby tego dla dziecka zwłaszcza tak małego
Cygi leżał na podłodze zakrwawiony z zamkniętymi oczami na około niego było pełno szkła a wielki mężczyzna stał nad nim z pasem zamachując się do uderzenie.
Mistrz Eliksirów wyciągnął różdżkę i Vernon upadł na ziemię. Wciąż żył ale gdy spojrzał na Narcyzę która wróciła do swojej prawdziwej postaci to nie potrwa długo
-Oj malutki- Severus zabrał chłopca z ziemi i napoił go mieszanką eliksirów
-Mam wszystko- odezwał się Dudley który wszedł do gabinetu- Chcecie go zabić?- Co prawda nienawidził ojca ale nie koniecznie życzył mu śmierci.
-Nie mój drogi- odezwała się kobieta z niebezpiecznym błyskiem w oczach- mam dla niego lepszą karę
-Cysio musimy ruszać- eliksiry zaczęły działać a Harry zmieniał się w swoją prawdziwą postać. Zapadł też w leczniczą śpiączkę- Gdzie twoja matka? Zwrócił się jeszcze do Dudleya
-Nie mam matki- odezwał się chłopak i zbliżył się do mężczyzny. Kobieta podeszła również.
Razem z bagażami i przy czterech osobach aportacja nie była możliwa.
Dlatego Narcyza złapała mugolskiego chłopca za rękę wciąż wpatrując się w śpiącego syna a Severus wyciągnął Świstoklika.
Cygan Orion Malfoy właśnie wrócił do domu.
-Wracajmy więc- odezwał się w końcu Czarny Pan- Jeśli Cygi wrócił chcę być przy nim
-Tom- mężczyzna który przekazał mu wieści wciąż nie pokazał twarzy- to będzie trudne. To że mały wie o wszystkim nie znaczy że tak szybko zaufa... zwłaszcza tobie
-Co nie zmienia faktu że muszę tam być- myślami był już w Anglii przy chłopcu
-Jak sobie życzysz Mój Panie- westchnął tylko zamaskowany.
Dwór Malfoy'ów
Lucjusz patrzył na swoją rodzinę i najbliższych przyjaciół zebranych na jego prośbę przy kolacji. Wiedział że każdy z nich zastanawia się dlaczego ich tu zebrał.
W końcu musiał wyznać im prawdę
-Moi drodzy- wstał i zastukał delikatnie w kieliszek- Zebrałem was tu dziś w bardzo ważnej i delikatnej sprawie. Jak wiecie przed 14 laty straciliśmy naszego młodszego syna- Narcyza już miała coś powiedzieć ale wzrok męże niemal dosłownie wbił ją w siedzenie- Wszyscy myśleliśmy, że mały Cygan zginął w tej bezsensownej wojnie.... ale dziś chcę podzielić się z wami szczęśliwą nowiną. Nasz syn wraca do domu- i to wywołało niemal burzę, tych kilkoro najlepszych przyjaciół mała rodzina którą przez lata stworzyli zwykle spokojna i wyważona teraz wybuchła
-Lucjuszu czemu to robisz?- Żona spojrzała na niego z wyrzutem
-Bo to prawda kochana- ujął jej dłoń- co prawda nie wszystkie szczegóły są mi jeszcze znane ale jutro nasz syn będzie z nami
-Ale co się z nim działo?- Chciał wiedzieć Draco miał niewiele ponad rok gdy brat zniknął ale dzięki wspomnieniom rodziny czuł jakby go znał
-Został porwany i umieszczony w innej rodzinie. Tylko po to żeby ta przepowiednia która jak wszyscy wiemy jest bzdurą mogła się spełnić
-Chcesz nam powiedzieć, że mój chrześniak to Potter?- Severus spojrzał na najlepszego przyjaciela i przez krótki moment zastanawiał się czy ten przypadkiem nie zwariował
-Potterowie nigdy nie mieli dziecka- podjął znów Lucjusz - Nie wydawało Ci się dziwne to jak szybko po szkole wzięli ślub zważywszy na to jak zachowywali się względem siebie w Hogwarcie?
-Może trochę- przyznał powoli Mistrz Eliksirów
-Nie wiem po której stronie stali na prawdę i to tylko moje przypuszczenia ale mogło być tak że i oni byli zmanipulowani. Wciąż pamiętam jak spotkałem Pottera gdy ten zaczął pracować w Ministerstwie. Zachowywał się conajmniej dziwnie. Chociaż oczywiście nie znałem go zbyt dobrze. No i jest jeszcze kwestia ich Strażnika Tajemnicy, to że Black nigdy nie miał procesu, zniknięcie Lupina....
-To wszystko jest jakieś dziwne. Jakby każdy z nas znał tylko fragment układanki który nie koniecznie pasuje do pozostałych- odezwał się Fenrir, samo wspomnienie Remusa bolało
-No dobrze ale jak chcesz ściągnąć tu Harrego... znaczy Cygana?-Zapytała Poppy- To bardzo nieufne dziecko, nie twierdzę że nie ma ku temu powodów ale nie wydaje mi się że porwanie jest dobrym pomysłem
-Sądzę że Severus jest najlepszą opcją- zaczął głośno zastanawiać się Lucjusz
-Nie- przerwała mu Narcyza- Chcę zobaczyć syna pierwsza
-Kochana....- zaczął jej mąż
-Nie jako ja oczywiście i Severus pójdzie również ale nie odbierzesz mi tego - weszła mu w słowo z całą stanowczością
-A ja przygotuję pokój- zerwał się z miejsca Draco. Już nie myślał o tym że to były Potter, dla niego to Cygi i tylko jego braciszek się liczył. W duchu uśmiechał się też na myśl o minach jego przyjaciół.
Następny dzień
Private Drive
Wczorajszy dzień po rozmowie z Dudleyem minął całkiem spokojnie. Wujostwo wróciło późno i mimo że Vernon bardzo chciał się do czegoś przyczepić to na prawdę nie znalazł powodu a chłopcy umiejętnie zniknęli mu z drogi.
Poszedł więc do łóżka nie do końca zadowolony z planem na kolejny poranek.
Ale i tym razem ten mały popapraniec okazał się szybszy od niego. Śniadanie czekało już na stole kuchnia niemal świeciła czystością a z gazet wybrane były te sekcje które najbardziej go interesowały. Tylko że jego aż świerzbiły ręce by mu przyłożyć. Jego własny syn przyglądał mu się dziwnie. On też zasłużył sobie na takie a nie inne traktowanie. Obaj zrujnowali mu życie chociaż każdy w inny sposób.
-Dziwolągu- zwrócił się do młodszego z chłopców- jak posprzątasz po śniadaniu masz przyjść do mojego gabinetu
-Tato nie żebym go bronił ale jak mu coś zrobisz to kto zajmie się naprawą szopy- Dudley wiedział że i on stąpa po cienkim lodzie. Tylko że on potrafił się fizycznie obronić Harry nie i wiedział też że kuzyn nie użyje magii
-Poradzi sobie- warknął Vernon i wstał od stołu wyszedł pospiesznym krokiem
-Dud- Harry jęknął i spojrzał na kuzyna
-Spokojnie mały- uśmiechnął się do niego jasnowłosy chłopak- obiecałem ci że już cię nie dotknie i tak będzie
-Ale ty....- zaczął Harry
-Ja sobie poradzę- mrugnął do niego tylko ale on również się bał i to coraz bardziej. Mimo że obaj wiedzieli że tylko godziny dzielą ich od odejścia z tego miejsca.
Dudley najbardziej miał żal do swojej matki. Zawsze sądził że ona kocha go prawdziwie ale nie była to prawda mimo że dzieciństwo miał szczęśliwe.
Westchnął tylko i wyszedł z kuchni zostawiając kuzyna ze sprzątaniem
Dwój Malfoy'ów
Narcyza z zadowoleniem obejrzała pokój który poprzedniego dnia przygotował Draco. Sama nie mogła się doczekać gdy zobaczy syna. Owszem pamiętała młodego Pottera gdy spotkała go rok wcześniej na Mistrzostwach Świata ale jej Cygi tak nie wyglądał. Jej Cygi był ślicznym chłopcem i pewnie tylko jego oczy nie zmienią koloru gdyż odziedziczył je po jej przodkach. Miała nadzieje że Severus odnajdzie odpowiedni eliksir by zdjąć z chłopca czary
-Jesteś gotowa?- Mężczyzna zapytał ją od progu
-Tak- odwróciła się do niego- Czy możesz się rozchmurzyć to szczęśliwa okazja
-Zrobię to gdy tylko misja się uda- odchrząknął
-Ty i ta twoja ostrożność- wzięła go pod ramię- ruszajmy więc chce mojego synka w domu
-Oczywiście- i oboje zniknęli.
Private Drive
-Co za okropna okolica- Narcyza w osobie nikomu nieznanej urzędniczki Ministerstwa rozejrzała się dookoła
-Większość mugoli nie ma wyobraźni- przyznał jej Severus i zadzwonił do drzwi a raczej zamierzał to zrobić bo te otworzyły się z rozmachem. Stał w nich wysoki jasnowłosy dobrze zbudowany nastolatek
-Jesteście w ostatniej chwili- powiedział ale nie odsunął się od drzwi- zabierzcie go z tego domu ale weźcie mnie ze sobą- to ostatnie było prośbą
-Oczywiście- zgodziła się kobieta. Jej matczyny instynkt aż krzyczał że coś tu jest bardzo nie tak
-Więc trzecie drzwi po prawej na końcu korytarza i chłopak odsunął się w tej samej chwili wszyscy usłyszeli dźwięk tłuczonego szkła.
Severus był pierwszy otworzył drzwi i to co zobaczył przeraziło go. Nawet jeśli chłopiec na prawdę byłby Potterem to nie chciałby tego dla dziecka zwłaszcza tak małego
Cygi leżał na podłodze zakrwawiony z zamkniętymi oczami na około niego było pełno szkła a wielki mężczyzna stał nad nim z pasem zamachując się do uderzenie.
Mistrz Eliksirów wyciągnął różdżkę i Vernon upadł na ziemię. Wciąż żył ale gdy spojrzał na Narcyzę która wróciła do swojej prawdziwej postaci to nie potrwa długo
-Oj malutki- Severus zabrał chłopca z ziemi i napoił go mieszanką eliksirów
-Mam wszystko- odezwał się Dudley który wszedł do gabinetu- Chcecie go zabić?- Co prawda nienawidził ojca ale nie koniecznie życzył mu śmierci.
-Nie mój drogi- odezwała się kobieta z niebezpiecznym błyskiem w oczach- mam dla niego lepszą karę
-Cysio musimy ruszać- eliksiry zaczęły działać a Harry zmieniał się w swoją prawdziwą postać. Zapadł też w leczniczą śpiączkę- Gdzie twoja matka? Zwrócił się jeszcze do Dudleya
-Nie mam matki- odezwał się chłopak i zbliżył się do mężczyzny. Kobieta podeszła również.
Razem z bagażami i przy czterech osobach aportacja nie była możliwa.
Dlatego Narcyza złapała mugolskiego chłopca za rękę wciąż wpatrując się w śpiącego syna a Severus wyciągnął Świstoklika.
Cygan Orion Malfoy właśnie wrócił do domu.
środa, 23 stycznia 2019
Rozdział 1
Lucjusz Malfoy postanowił nie mówić nikomu o tajemniczym liście. Nie chciał stwarzać nadziei żonie i synowi gdy to wszystko okaże się jakimś okrutnym żartem, długo też zastanawiał się czy angażować w całą sprawę swoich przyjaciół Severus Snape i Greyback Fenrirr nie należeli do najbardziej stabilnych emocjonalnie osób. Dlatego więc w końcu też uznał że najlepiej będzie jeśli następnego dnia uda się do banku sam. On jakoś zniesie to wszystko.
Gringott
Goblin Fumier od rana czekał na ważnego gościa. Po 14 latach w końcu będzie mógł naprawić potworny błąd, straszną krzywdę wyrządzoną przez czarodziei. On sam też wtedy zawinił dając sobą manipulować jednemu z nich. Gobliny wiedziały że Dumbledore nie jest dobrym człowiekiem, zresztą nie tylko one o tym wiedziały. Wiele magicznych stworzeń zdawało sobie z tego sprawy, tylko ludzie nie mogli dostrzec prawdy.
Fumier wyprostował się na krześle gdy tylko wyczuł że Lord Malfoy zbliża się do jego gabinetu. Czas by zjednoczyć rodzinę.
-Fumier- Lucjusz ukłonił się lekko gdy tylko otworzył drzwi
-:Lordzie- odwzajemnił ukłon- Proszę usiąść
-O co w tym wszystkim chodzi- mężczyzna zajął miejsce przed nim, widać było że ten spokojny i opanowany zazwyczaj mężczyzna jest wzburzony
-Po pierwsze proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny- goblin westchnął- chociaż zdaję sobie sprawę że niewiele one znaczą w tej sytuacji- Malfoy nie powiedział nic, patrzył tylko na niego coraz bardziej zniecierpliwiony- moja wiedza o tamtych wydarzeniach dopiero od kilku dni została... przywrócona. Nie mogę powiedzieć kto to zrobił....
-Przejdź do rzeczy- przerwał mu Lord
-Cygan Orion Black żyje- Fumier wiedział że nie ma sensu owijać w bawełnę- mieszka pod przybranym nazwiskiem Harry Potter
-Co???!!- Mężczyzna poderwał się z krzesła w bardzo nie lordowski sposób- Jak to się stało?
-Proszę...to powinno wszystko wyjaśnić- machnął ręką a na biurku pojawił się list- Pan wie że w tych murach wszystkie dokumenty muszą być potwierdzone- upewnił się jeszcze ale Malfoy już go nie słuchał tylko gorączkowo czytał
Private Drive nr 4
Harry nie miał najlepszego dnia. Dziś wracał jego kuzyn co oznaczało serię bezsensownych i ciężkich zadań do wykonania za które nikt go nie doceni ani nie podziękuje. Na zewnątrz było wyjątkowo gorąco a on nie jadł nic od czasu Wielkiej Uczty a szklanka wody którą dostał rano dawno mu się skończyła i teraz niemal słaniał się na nogach z pragnienia. Kiedyś marzył o tym żeby jakaś rodzina zabrała go z tego okropnego miejsca, żeby już nigdy nie musiał tu wracać do tych ludzi których tak bardzo nienawidził. Teraz wciąż marzył o odejściu ale w jego marzeniach rodziców zastąpił mężczyzna, taki który dostrzeże w nim Harrego a nie Chłopca Który Przeżył. Tylko kto mógłby się zainteresować kimś takim jak on, nie był nawet tak potężnym czarodziejem jak wszyscy myśleli że jest.
Z oddali usłyszał zatrzymujący się samochód i wiedział już że wujek i Dudley właśnie wrócili co oznaczało że jego dzień stał się jeszcze gorszy. Westchnął tylko zrezygnowany i przemknął cichaczem na tył domu. Może uda mu się chociaż chwilę przeczekać i gdy tylko przystanął w cieniu nagle zrobiło mu się ciemno przed oczami i ostatnie co zapamiętał to że ktoś go woła.
-......Harry!-Chłopak powoli odzyskiwał przytomność-zamrugał kilka razy i zobaczył nad sobą kuzyna, skulił się odruchowo- spokojnie, usiądź- starszy chłopak podciągnął go trochę. Dudley zmienił się od zeszłego roku, zmężniał i schudł a wcześniejszy tłuszcz zastąpiły mięśnie. Wyglądał jeszcze groźniej- Już lepiej?- Zapytał
-T..tak- jęknął Harry- Czemu?
-Bo przez ten rok wiele zrozumiałem- podsunął mu wodę w butelce- i bardzo chciałem Cię za wszystko przeprosić ,wiem że to niewiele zmieni ale żałuję jak Cię traktowałem, że robiłem te okropne rzeczy.... ale Harry ja chyba trochę jestem taki jak ty... to znaczy.... jak byłem mały nie wszystkie te rzeczy robiłeś ty i jak powiedziałem o tym mamie....
-Kazali Ci to robić- odgadł czarnowłosy
-Tak ale teraz to się zmieni- uśmiechnął się do niego Dudley- za godzinę wychodzą i wtedy wpuszczę cię do domu porozmawiamy- obiecał z niepewnym uśmiechem i odszedł szybkim krokiem.
Harry nie mógł uwierzyć w to co właśnie zaszło. Czyżby szczęście w końcu chociaż trochę się do niego uśmiechnęło, czyżby jego ciche modlitwy do wszystkich znanych i nieznanych sił zostały wysłuchane. Bał się mieć nadzieję ale życie jeszcze do końca go nie złamało i postanowił chociaż przez chwilę złapać się tej iskierki. Potrzebował tego, chociaż bał się znów rozczarować.
-Wejdź usiądź- Dudley pomógł mu przenieść się do stołu. Zanim wuj z ciotką wyjechali mężczyzna zdążył dopaść chłopca i teraz poruszał się z trudem na skręconej kostce, miał rozbitą wargę i kilka siniaków- może nie jestem najlepszym kucharzem ale kanapki jeszcze zrobię- na stole rzeczywiście znajdowało się jedzenie oraz dwie szklanki z sokiem
-Dziękuję- jęknął Harry
-Chociaż tyle mogę zrobić-kuzyn złapał go za rękę- Harry musisz się stąd wydostać. On coś planuje, coś jeszcze gorszego niż bicie
-Vernon co jeszcze może mi zrobić?- Wypił sok niemal za jednym zamachem
-Och kuzynie- westchnął smutno- Obiecałem Ci że opowiem wszystko- zmienił temat- Zacząłem używać magii gdy miałem może 3 lata pierwsze moje wspomnienie to lewitujący samochodzik, i pamiętam jak matka mnie na tym nakryła ty siedziałeś wtedy w tym samym pokoju. Nie wyprowadziłem jej z błędu gdy cię uderzyła i tak to się zaczęło. Wiem że i ty używałeś wtedy magii a po jakimś czasie już nie byłem w stanie stwierdzić dokładnie który z nas to robi. Jedyne co widziałem to jak cię traktują u bałem się dlatego się przyłączyłem, nawet nie wiesz jak bardzo jest mi wstyd jak bardzo żałuję- ponownie westchnął- gdy dostałeś list byłem zwyczajnie zazdrosny. Ja również powinienem ale nigdy nic nie przyszło i może dlatego w czasie wakacji tak bardzo ci dokuczałem. Ale Ty mnie uratowałeś i gdy zeszłego roku wyjechałeś dostałem wiadomość. Nie przez sowę zwykłym listem- Dudley wyciągnął kartkę z kieszeni
Pomóż mu a i Ty zostaniesz uratowany- przeczytał Harry-
Więc zacząłem szperać w internecie- podjął opowieść jasnowłosy chłopak- udało mi się dowiedzieć co nieco o Twoim świecie chociaż nie było łatwo, poszedłem też do szkolnego psychologa, wiele mi wyjaśniła. Harry proszę zabierz mnie ze sobą gdy i w tym roku wyjedziesz, albo chociaż porozmawiaj z kimś o mnie.
-Dudley ktoś będzie po mnie jutro nie wiem kto ale jeśli czujesz że coś Ci tu grozi pomogę Ci- Harry uśmiechnął się do kuzyna- okazałeś mi więcej zainteresowania niż wiele osób które ogłaszają się moimi przyjaciółmi.
-A właśnie powinienem zobaczyć twoją kostkę- zerwał się z miejsca
-Już się goi- ciemnowłosy ponownie się uśmiechnął- Czy Vernon kiedyś coś ci zrobić?
-Harry....- Dudley spuścił wzrok i przez chwilę nic nie mówił- to nigdy nie było nic strasznego przyznaję że się hamował i to zawsze chodził o o ciebie ale 2 lata temu po incydencie z Twoimi przyjaciółmi i kominkiem....dotknął mnie po pijaku
-Dotknął? -Nie zrozumiał młodszy chłopak
-Miałeś tam dziewczynę?- Pytanie wydawało się bez związku
-Nie raz się całowałem. Co to ma do rzeczy?- Wciąż nie rozumiał
-Och kuzynie- Dudley nagle go przytulił- po prostu obaj musimy się stąd jak najszybciej wydostać ale najważniejsze jest żebyś ty się uratował
-Pójdziemy razem- obiecał Harry i poczuł że ma rodzinę. Od śmierci Syriusza bał się że jest sam, że nikt nigdy go nie pokocha, że nikt mu nie wesprze i chociaż to wszystko wydawało mu się trochę dziwne wiedział że Dudley nie kłamie i postanowił jego też wyrwać z tego miejsca chociaż nie wszystko do końca rozumiał
Gringott
-Dlaczego przez tyle lat nikt mnie nie powiadomił?!- Ryknął Lucjusz gdy odczytał prawdę
-Nawet naszymi wspomnieniami można manipulować Lordzie-odpowiedział Fumier- co nie jest oczywiście wymówką ale...
-Nie ma wielu którzy otwarcie kwestionują Dumbledora- dokończył za niego mężczyzna- Co proponujesz teraz?
-Pan Snape, Lordzie wyślij go po syna z tego co jest mi wiadomo nie przepadają za sobą ale twój syn mu ufa. Jutro o tej porze Malfoy'owie będą zjednoczeni i tylko to powinno się teraz liczyć
-Tak masz rację tylko Fumier ty będziesz musiał odpowiedzieć przed moją żoną- Lucjusz uśmiechną się nieznacznie. Oczami wyobraźni już widział co kobieta zrobi. Ale widział też swojego synka. Pamiętał jakim ślicznym był dzieckiem i chociaż widział też Pottera to znając prawdę nie umiał inaczej myśleć o chłopcu. Jego mały Cygi. Ich promyczek. Ta noc będzie dla niego nie do zniesienia. Może Severus pozwoli mu upoić się w jego domu gdy wszystko mu wyjaśni. Nie będzie w stanie spojrzeć w oczy rodzinie. Musi też zawiadomić Fenrira i jego Wybrańca, chociaż musiał przyznać że za tym drugim nie przepadał. Wstał i wyszedł z gabinetu bez słowa.
Gdzieś w Andach
-Panie- zakapturzona postać z rozmachem weszła sali
-Nakazałem by mi nie przeszkadzano- syknął mężczyzna odwracając się do intruza z uniesioną różdżką
-To co mam Ci do powiedzenia jest warte każdej klątwy- wciąż nie odsłonił twarzy
-Mów więc- usiadł na fotelu nie odwracając wzroku z mężczyzny
-Twój Wybraniec ten którego opłakujesz wraca do domu- i dopiero teraz ściągnął kaptur
-Ty!- Tom Riddle aż podniósł się z pozycji siedzącej-Mów!
Gringott
Goblin Fumier od rana czekał na ważnego gościa. Po 14 latach w końcu będzie mógł naprawić potworny błąd, straszną krzywdę wyrządzoną przez czarodziei. On sam też wtedy zawinił dając sobą manipulować jednemu z nich. Gobliny wiedziały że Dumbledore nie jest dobrym człowiekiem, zresztą nie tylko one o tym wiedziały. Wiele magicznych stworzeń zdawało sobie z tego sprawy, tylko ludzie nie mogli dostrzec prawdy.
Fumier wyprostował się na krześle gdy tylko wyczuł że Lord Malfoy zbliża się do jego gabinetu. Czas by zjednoczyć rodzinę.
-Fumier- Lucjusz ukłonił się lekko gdy tylko otworzył drzwi
-:Lordzie- odwzajemnił ukłon- Proszę usiąść
-O co w tym wszystkim chodzi- mężczyzna zajął miejsce przed nim, widać było że ten spokojny i opanowany zazwyczaj mężczyzna jest wzburzony
-Po pierwsze proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny- goblin westchnął- chociaż zdaję sobie sprawę że niewiele one znaczą w tej sytuacji- Malfoy nie powiedział nic, patrzył tylko na niego coraz bardziej zniecierpliwiony- moja wiedza o tamtych wydarzeniach dopiero od kilku dni została... przywrócona. Nie mogę powiedzieć kto to zrobił....
-Przejdź do rzeczy- przerwał mu Lord
-Cygan Orion Black żyje- Fumier wiedział że nie ma sensu owijać w bawełnę- mieszka pod przybranym nazwiskiem Harry Potter
-Co???!!- Mężczyzna poderwał się z krzesła w bardzo nie lordowski sposób- Jak to się stało?
-Proszę...to powinno wszystko wyjaśnić- machnął ręką a na biurku pojawił się list- Pan wie że w tych murach wszystkie dokumenty muszą być potwierdzone- upewnił się jeszcze ale Malfoy już go nie słuchał tylko gorączkowo czytał
Private Drive nr 4
Harry nie miał najlepszego dnia. Dziś wracał jego kuzyn co oznaczało serię bezsensownych i ciężkich zadań do wykonania za które nikt go nie doceni ani nie podziękuje. Na zewnątrz było wyjątkowo gorąco a on nie jadł nic od czasu Wielkiej Uczty a szklanka wody którą dostał rano dawno mu się skończyła i teraz niemal słaniał się na nogach z pragnienia. Kiedyś marzył o tym żeby jakaś rodzina zabrała go z tego okropnego miejsca, żeby już nigdy nie musiał tu wracać do tych ludzi których tak bardzo nienawidził. Teraz wciąż marzył o odejściu ale w jego marzeniach rodziców zastąpił mężczyzna, taki który dostrzeże w nim Harrego a nie Chłopca Który Przeżył. Tylko kto mógłby się zainteresować kimś takim jak on, nie był nawet tak potężnym czarodziejem jak wszyscy myśleli że jest.
Z oddali usłyszał zatrzymujący się samochód i wiedział już że wujek i Dudley właśnie wrócili co oznaczało że jego dzień stał się jeszcze gorszy. Westchnął tylko zrezygnowany i przemknął cichaczem na tył domu. Może uda mu się chociaż chwilę przeczekać i gdy tylko przystanął w cieniu nagle zrobiło mu się ciemno przed oczami i ostatnie co zapamiętał to że ktoś go woła.
-......Harry!-Chłopak powoli odzyskiwał przytomność-zamrugał kilka razy i zobaczył nad sobą kuzyna, skulił się odruchowo- spokojnie, usiądź- starszy chłopak podciągnął go trochę. Dudley zmienił się od zeszłego roku, zmężniał i schudł a wcześniejszy tłuszcz zastąpiły mięśnie. Wyglądał jeszcze groźniej- Już lepiej?- Zapytał
-T..tak- jęknął Harry- Czemu?
-Bo przez ten rok wiele zrozumiałem- podsunął mu wodę w butelce- i bardzo chciałem Cię za wszystko przeprosić ,wiem że to niewiele zmieni ale żałuję jak Cię traktowałem, że robiłem te okropne rzeczy.... ale Harry ja chyba trochę jestem taki jak ty... to znaczy.... jak byłem mały nie wszystkie te rzeczy robiłeś ty i jak powiedziałem o tym mamie....
-Kazali Ci to robić- odgadł czarnowłosy
-Tak ale teraz to się zmieni- uśmiechnął się do niego Dudley- za godzinę wychodzą i wtedy wpuszczę cię do domu porozmawiamy- obiecał z niepewnym uśmiechem i odszedł szybkim krokiem.
Harry nie mógł uwierzyć w to co właśnie zaszło. Czyżby szczęście w końcu chociaż trochę się do niego uśmiechnęło, czyżby jego ciche modlitwy do wszystkich znanych i nieznanych sił zostały wysłuchane. Bał się mieć nadzieję ale życie jeszcze do końca go nie złamało i postanowił chociaż przez chwilę złapać się tej iskierki. Potrzebował tego, chociaż bał się znów rozczarować.
-Wejdź usiądź- Dudley pomógł mu przenieść się do stołu. Zanim wuj z ciotką wyjechali mężczyzna zdążył dopaść chłopca i teraz poruszał się z trudem na skręconej kostce, miał rozbitą wargę i kilka siniaków- może nie jestem najlepszym kucharzem ale kanapki jeszcze zrobię- na stole rzeczywiście znajdowało się jedzenie oraz dwie szklanki z sokiem
-Dziękuję- jęknął Harry
-Chociaż tyle mogę zrobić-kuzyn złapał go za rękę- Harry musisz się stąd wydostać. On coś planuje, coś jeszcze gorszego niż bicie
-Vernon co jeszcze może mi zrobić?- Wypił sok niemal za jednym zamachem
-Och kuzynie- westchnął smutno- Obiecałem Ci że opowiem wszystko- zmienił temat- Zacząłem używać magii gdy miałem może 3 lata pierwsze moje wspomnienie to lewitujący samochodzik, i pamiętam jak matka mnie na tym nakryła ty siedziałeś wtedy w tym samym pokoju. Nie wyprowadziłem jej z błędu gdy cię uderzyła i tak to się zaczęło. Wiem że i ty używałeś wtedy magii a po jakimś czasie już nie byłem w stanie stwierdzić dokładnie który z nas to robi. Jedyne co widziałem to jak cię traktują u bałem się dlatego się przyłączyłem, nawet nie wiesz jak bardzo jest mi wstyd jak bardzo żałuję- ponownie westchnął- gdy dostałeś list byłem zwyczajnie zazdrosny. Ja również powinienem ale nigdy nic nie przyszło i może dlatego w czasie wakacji tak bardzo ci dokuczałem. Ale Ty mnie uratowałeś i gdy zeszłego roku wyjechałeś dostałem wiadomość. Nie przez sowę zwykłym listem- Dudley wyciągnął kartkę z kieszeni
Pomóż mu a i Ty zostaniesz uratowany- przeczytał Harry-
Więc zacząłem szperać w internecie- podjął opowieść jasnowłosy chłopak- udało mi się dowiedzieć co nieco o Twoim świecie chociaż nie było łatwo, poszedłem też do szkolnego psychologa, wiele mi wyjaśniła. Harry proszę zabierz mnie ze sobą gdy i w tym roku wyjedziesz, albo chociaż porozmawiaj z kimś o mnie.
-Dudley ktoś będzie po mnie jutro nie wiem kto ale jeśli czujesz że coś Ci tu grozi pomogę Ci- Harry uśmiechnął się do kuzyna- okazałeś mi więcej zainteresowania niż wiele osób które ogłaszają się moimi przyjaciółmi.
-A właśnie powinienem zobaczyć twoją kostkę- zerwał się z miejsca
-Już się goi- ciemnowłosy ponownie się uśmiechnął- Czy Vernon kiedyś coś ci zrobić?
-Harry....- Dudley spuścił wzrok i przez chwilę nic nie mówił- to nigdy nie było nic strasznego przyznaję że się hamował i to zawsze chodził o o ciebie ale 2 lata temu po incydencie z Twoimi przyjaciółmi i kominkiem....dotknął mnie po pijaku
-Dotknął? -Nie zrozumiał młodszy chłopak
-Miałeś tam dziewczynę?- Pytanie wydawało się bez związku
-Nie raz się całowałem. Co to ma do rzeczy?- Wciąż nie rozumiał
-Och kuzynie- Dudley nagle go przytulił- po prostu obaj musimy się stąd jak najszybciej wydostać ale najważniejsze jest żebyś ty się uratował
-Pójdziemy razem- obiecał Harry i poczuł że ma rodzinę. Od śmierci Syriusza bał się że jest sam, że nikt nigdy go nie pokocha, że nikt mu nie wesprze i chociaż to wszystko wydawało mu się trochę dziwne wiedział że Dudley nie kłamie i postanowił jego też wyrwać z tego miejsca chociaż nie wszystko do końca rozumiał
Gringott
-Dlaczego przez tyle lat nikt mnie nie powiadomił?!- Ryknął Lucjusz gdy odczytał prawdę
-Nawet naszymi wspomnieniami można manipulować Lordzie-odpowiedział Fumier- co nie jest oczywiście wymówką ale...
-Nie ma wielu którzy otwarcie kwestionują Dumbledora- dokończył za niego mężczyzna- Co proponujesz teraz?
-Pan Snape, Lordzie wyślij go po syna z tego co jest mi wiadomo nie przepadają za sobą ale twój syn mu ufa. Jutro o tej porze Malfoy'owie będą zjednoczeni i tylko to powinno się teraz liczyć
-Tak masz rację tylko Fumier ty będziesz musiał odpowiedzieć przed moją żoną- Lucjusz uśmiechną się nieznacznie. Oczami wyobraźni już widział co kobieta zrobi. Ale widział też swojego synka. Pamiętał jakim ślicznym był dzieckiem i chociaż widział też Pottera to znając prawdę nie umiał inaczej myśleć o chłopcu. Jego mały Cygi. Ich promyczek. Ta noc będzie dla niego nie do zniesienia. Może Severus pozwoli mu upoić się w jego domu gdy wszystko mu wyjaśni. Nie będzie w stanie spojrzeć w oczy rodzinie. Musi też zawiadomić Fenrira i jego Wybrańca, chociaż musiał przyznać że za tym drugim nie przepadał. Wstał i wyszedł z gabinetu bez słowa.
Gdzieś w Andach
-Panie- zakapturzona postać z rozmachem weszła sali
-Nakazałem by mi nie przeszkadzano- syknął mężczyzna odwracając się do intruza z uniesioną różdżką
-To co mam Ci do powiedzenia jest warte każdej klątwy- wciąż nie odsłonił twarzy
-Mów więc- usiadł na fotelu nie odwracając wzroku z mężczyzny
-Twój Wybraniec ten którego opłakujesz wraca do domu- i dopiero teraz ściągnął kaptur
-Ty!- Tom Riddle aż podniósł się z pozycji siedzącej-Mów!
niedziela, 20 stycznia 2019
Prolog
Harry Potter siedział na swoim materacu w najmniejszej sypialni domu wujostwa i wpatrywał się w noc.
Zaledwie kilka godzin temu wrócił na wakacje i już miał ochotę wyrwać się z tego miejsca. Tylko że tym razem po raz pierwszy od kilku lat nie chciał również wracać do Hogwartu, który przecież przez 5 lat był dla niego domem.
Ten rok jednak zmienił wszystko, chociaż musiał przyznać że coś zaczęło psuć się już rok wcześniej. Teraz był pogrążony w żałobie, nie cały tydzień wcześniej stracił swoją jedyną rodzinę,jego ukochany ojciec chrzestny stracił życie w bezsensownej walce i to wszystko z jego własnej winy....nie winę ponosił ktoś inny i był to nie kto inny jak sam Lider Światła Albus Dumbledore, Harry aż wzdrygał się na samą myśl o starcu. Może i kiedyś był on dobry ale teraz był gorszy od samego Voldemorta tylko w inny sposób.
Chłopiec z trudem podniósł się ze swojego miejsca przy oknie i podszedł do lustra.
Patrzył na niego dzieciak zbyt szczupły jak na swój wiek, zbyt niski, blady z czarnymi jak skrzydła kruka i zielonymi oczami tak zielonymi że zdawały się świecić w ciemności. Uniósł zbyt dużą koszulkę i przyjrzał się swoim żebrom i siniakami. Prezentem powitalnym od wuja. A jutro do domu wraca jego kuzyn i będzie jeszcze gorzej.
Na chwilę zamknął oczy i z pod powiek spłynęła mu samotna łza. Już nie był w stanie płakać.
I właśnie w tej chwili usłyszał ciche pukanie do okna. Odwrócił się zdziwiony. Na parapecie za kratami siedziała sowa.
Harry zdziwiony niemal pobiegł do zwierzęcia. Kto mógł do niego napisać ? Przecież nie miał już nikogo.
W tym samym czasie gdzieś w Walii
Salon pogrążony był w ciemności i tylko dogorewający kominek dawał nikłą poświatę. W wygodnym fotelu siedział jasnowłosy mężczyzna i powoli opróżniał dużą szklankę mocnego alkoholu. Nie czuł jednak trunku, nie czuł nic.
Rok w rok już od 14 lat ta noc była dla niego niemal nie do zniesienia i nie był w tym jedyny. Jego ukochana żona znikała ten jeden raz w roku w skrzydle domu które było od dawna zamknięte. Wiedział że przeżywa tą tragedię sama i nie potrafił jej pomóc.
Jego syn zasypiał przed dawnym portretem rodzinny schowanym przed światem w nieużywanym pokoju do którego tylko on miał dostęp.
Tej nocy rodzina przeżyła największą tragedię jaką może przeżyć rodzina. Tej nocy ich najmłodsze dziecko zostało porwane mały Cygan Orion Malfoy miał tylko pół roku gdy widzieli go po raz ostatni. Cigi takie śliczne dziecko niespodzianka bo Darco według medyków miał być jedyny. Jego młodszy brat był ich małym cudem. Ale zniknął w środku nocy i mimo poszukiwań mimo pomocy nawet od ich Czarnego Pana zdawało się że był najbardziej niewinną najbardziej bezsensowną ofiarą okrutnej wojny. A oni nigdy nie będą w stanie się z tym pogodzić, bo kto pogodziłby się z utratą dziecka.
Lucjusz podniósł się z fotela. Musiał zajrzeć do żony. Znów zobaczyć jej łzy. A tam bardzo nienawidził siebie za to że ich wszystkich nie ochronił, jeszcze bardziej jednak nienawidził Dumbledora za jego manipulacje i za to że odebrał jego rodzinie szczęście.
Był już niemal w holu gdy do szyby zapukała sowa, i nie była to sowa Ministerstwa a tylko oni do niego w ten sposób pisali. Z ciekawością wpuścił posłańca do domu.
Lucjuszu Cygi żyje skontaktuj się z Gringottem Fumier zna prawdę.
Twój kuzyn SB
Tyle było w wiadomości. Ale to wystarczyło by mężczyzna nabrał nadziei ale i by wzbrała w nim wściekłość. Jeśli Black, bo to jego pismo, nigdy nie byłby w stanie zapomnieć tych bazgrołów pogrywa z nim z za grobu znajdzie sposób żeby go wskrzesić i zabić raz jeszcze.
Sypialnia Harrego Pottera
Za dwa dni w Gringott Harry wszystko się wyjaśni, wszystko będzie tak jak być powinno od samego początku. Czekaj na eskortę.
SB
I Harry Potter zapłakał tym razem prawdziwie jak nie płakał od czasu gdy był dzieckiem
Zaledwie kilka godzin temu wrócił na wakacje i już miał ochotę wyrwać się z tego miejsca. Tylko że tym razem po raz pierwszy od kilku lat nie chciał również wracać do Hogwartu, który przecież przez 5 lat był dla niego domem.
Ten rok jednak zmienił wszystko, chociaż musiał przyznać że coś zaczęło psuć się już rok wcześniej. Teraz był pogrążony w żałobie, nie cały tydzień wcześniej stracił swoją jedyną rodzinę,jego ukochany ojciec chrzestny stracił życie w bezsensownej walce i to wszystko z jego własnej winy....nie winę ponosił ktoś inny i był to nie kto inny jak sam Lider Światła Albus Dumbledore, Harry aż wzdrygał się na samą myśl o starcu. Może i kiedyś był on dobry ale teraz był gorszy od samego Voldemorta tylko w inny sposób.
Chłopiec z trudem podniósł się ze swojego miejsca przy oknie i podszedł do lustra.
Patrzył na niego dzieciak zbyt szczupły jak na swój wiek, zbyt niski, blady z czarnymi jak skrzydła kruka i zielonymi oczami tak zielonymi że zdawały się świecić w ciemności. Uniósł zbyt dużą koszulkę i przyjrzał się swoim żebrom i siniakami. Prezentem powitalnym od wuja. A jutro do domu wraca jego kuzyn i będzie jeszcze gorzej.
Na chwilę zamknął oczy i z pod powiek spłynęła mu samotna łza. Już nie był w stanie płakać.
I właśnie w tej chwili usłyszał ciche pukanie do okna. Odwrócił się zdziwiony. Na parapecie za kratami siedziała sowa.
Harry zdziwiony niemal pobiegł do zwierzęcia. Kto mógł do niego napisać ? Przecież nie miał już nikogo.
W tym samym czasie gdzieś w Walii
Salon pogrążony był w ciemności i tylko dogorewający kominek dawał nikłą poświatę. W wygodnym fotelu siedział jasnowłosy mężczyzna i powoli opróżniał dużą szklankę mocnego alkoholu. Nie czuł jednak trunku, nie czuł nic.
Rok w rok już od 14 lat ta noc była dla niego niemal nie do zniesienia i nie był w tym jedyny. Jego ukochana żona znikała ten jeden raz w roku w skrzydle domu które było od dawna zamknięte. Wiedział że przeżywa tą tragedię sama i nie potrafił jej pomóc.
Jego syn zasypiał przed dawnym portretem rodzinny schowanym przed światem w nieużywanym pokoju do którego tylko on miał dostęp.
Tej nocy rodzina przeżyła największą tragedię jaką może przeżyć rodzina. Tej nocy ich najmłodsze dziecko zostało porwane mały Cygan Orion Malfoy miał tylko pół roku gdy widzieli go po raz ostatni. Cigi takie śliczne dziecko niespodzianka bo Darco według medyków miał być jedyny. Jego młodszy brat był ich małym cudem. Ale zniknął w środku nocy i mimo poszukiwań mimo pomocy nawet od ich Czarnego Pana zdawało się że był najbardziej niewinną najbardziej bezsensowną ofiarą okrutnej wojny. A oni nigdy nie będą w stanie się z tym pogodzić, bo kto pogodziłby się z utratą dziecka.
Lucjusz podniósł się z fotela. Musiał zajrzeć do żony. Znów zobaczyć jej łzy. A tam bardzo nienawidził siebie za to że ich wszystkich nie ochronił, jeszcze bardziej jednak nienawidził Dumbledora za jego manipulacje i za to że odebrał jego rodzinie szczęście.
Był już niemal w holu gdy do szyby zapukała sowa, i nie była to sowa Ministerstwa a tylko oni do niego w ten sposób pisali. Z ciekawością wpuścił posłańca do domu.
Lucjuszu Cygi żyje skontaktuj się z Gringottem Fumier zna prawdę.
Twój kuzyn SB
Tyle było w wiadomości. Ale to wystarczyło by mężczyzna nabrał nadziei ale i by wzbrała w nim wściekłość. Jeśli Black, bo to jego pismo, nigdy nie byłby w stanie zapomnieć tych bazgrołów pogrywa z nim z za grobu znajdzie sposób żeby go wskrzesić i zabić raz jeszcze.
Sypialnia Harrego Pottera
Za dwa dni w Gringott Harry wszystko się wyjaśni, wszystko będzie tak jak być powinno od samego początku. Czekaj na eskortę.
SB
I Harry Potter zapłakał tym razem prawdziwie jak nie płakał od czasu gdy był dzieckiem
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)